• Wpisów:78
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:04
  • Licznik odwiedzin:10 253 / 1852 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Cudowny *__* .
*Oglądaliście ? Co o tym sądzicie ?* .
Ja wczoraj się tak jakoś zabrałam, po tym jak wszyscy zaczęli się nim zachwycać ... i nie żałuje ; ] . Naprawdę świetny i wzruszający film, nie sądziłam że historia PSA może mnie aż tak poruszyć i że zwierze może być, aż tak wierne ^^ Niesamowite po prostu.

+ Wczoraj przeglądałam sobie tego bloga i jakoś takoś stwierdziłam, że na niego wrócę, ale tamtego nie usuwam ;d .
TAK, KOBIETA ZMIENNĄ JEST.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 


Jakoś tak wkręciła mi się ta piosenka ^^ . Wczoraj byłam na filmie *bejbi blues*, wszyscy mówili, że do kitu i że nie warto iść ... Mnie osobiście się jednak podobał ; d . Chociaż końcówka trochę dziwna. Jednak kto nie oglądał i się zastanawia czy iść to niech idzie !
Jedynie co mnie czasem denerwowało to przerwa między scenami -,-" Trochę był głupio zmontowany.


*Macie może photobloga?*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 

Dalej oczami Justina
Staliśmy dalej nieruchomo w środku opustoszałego parku. Nasze pozycje się nie zmieniły, ja stałem na wprost brunetki, która wpatrywała się w nasze dłonie, co jakiś czas masując moją swoim kciukiem. Najwidoczniej zastanawiała się, co teraz będzie …
Westchnęła głośno i przeniosła wzrok na moją twarz, uśmiechnąłem się blado i sięgnąłem wolną dłonią do tylnej kieszeni. Wyjąłem mały breloczek z misiem, trzymał on serduszko z napisem „Forgive Me”. Włożyłem go w jej dłonie i czekałem na jakąkolwiek reakcje. Puściła moją rękę i przyjrzała się drobnemu, banalnemu prezencikowi za dwa pięćdziesiąt.
- Kupiłeś go w kiosku?
- T.. tak.. przepraszam, ale nie miałem czasu szukać czegoś bardziej … odpowiedniego. – Zaśmiała się i przyczepiła go do swoich kluczy. – Czyli wybaczysz mi? - Zapytałem z nadzieją w głosie i czekałem na jakąkolwiek reakcję.
- Ja… ja nie wiem czy potrafię. – Zacisnęła mocno powieki i przekręciła głowę w bok zakrywając twarz włosami. Podszedłem bliżej niej, i odsunąłem kosmyk włosów. Płakała… znowu płakała przeze mnie.
- Yyy.. ten… jak chcesz to odejdę, nawet się wyprowadzę, żeby było Ci łatwiej. – Nie wieżę, że to powiedziałem, fakt głos mi się łamał i dostałem chrypki. Ale jeśli się kogoś kocha to chcesz jak najlepiej dla drugiej osoby, może jeśli zniknę to zacznie się uśmiechać i żyć tak jak dawniej. Niepewnie minąłem ją spoglądając ostatni raz na jej twarz. Nie spojrzała na mnie, tylko schowała twarz w dłonie i cicho szlochała… odszedłem…
Wolnym krokiem, kroczyłem nawet nie wiem dokąd. Wszystko wyglądało tak samo, te same drzewa, krzaki, ludzie. Nic nie miało sensu, teraz jest jeszcze gorzej niż na początku. Założyłem zielony kaptur na głowę zakrywając tym samym swoje napuchnięte oczy. Nigdy nie płatałem w miejscu publicznym, ale teraz było mi wszystko jedno. Zacisnąłem mocniej powieki i połknąłem głośno ślinę.

Oczami Cloe
Stoję tak nieruchomo od paru minut, co ja gadam minęło około godziny, jak nie więcej. Wzięłam się w garść i zaczęłam biec, może jeszcze go dogonię. Przemierzałam kolejne alejki, ulice i nic. Wszystko się ze sobą zlewało, a po ludziach nie było ani śladu.
W końcu zobaczyłam chłopaka pełznącego powoli jak ślimak, był tyłem do mnie. Mimo, że nie widziałam jego twarzy to bez najmniejszego problemu mogłam stwierdzić kto to jest. Justin… mój Justin.
Ostatnimi siłami podbiegłam do niego i najmocniej jak mogłam przytuliłam się do jego pleców. Chłopak lekko się zachwiał i zdezorientowany odwrócił się w moją stronę, podnosząc mój podbródek do góry.
- Cloe.. co ty tu…
- Gdybym pozwoliła Ci odejść, ten malutki płomyk w moim ciele wygasłby… - Chłopak się uśmiechnął i wtulił się we mnie jak małe dziecko. Delikatnie podniósł mój podbródek, który wcześniej tkwił na jego klatce piersiowej i spojrzał mi głęboko w oczy, szklane ale szczęśliwe oczy.
- Może już wracajmy, bo robi się późno. – Przytaknęłam i skierowaliśmy się w stronę naszych domów.
- Justin… ale wiesz, że… eee… nie jesteśmy parą? - Powiedziałam niechętnie i strąciłam jego ciepłą rękę z moich chłodnych ramion. Uśmiech zniknął mu z twarzy, przez co poczułam się jeszcze gorzej. Do tego zimne dreszcze przez nieprzyjemny wiatr. – Wiesz, że jutro jest 3 lipiec?
- Tak. - Powiedział łamiącym się głosem. – Gdybym nie wyjechał, prawdopodobnie bylibyśmy już ze sobą DOKŁADNIE trzy lata. – Powiedział nie patrząc na mnie.
- Mogę Cię o coś zapytać?
- A mam się bać?
- Nie wiem. - Westchnął głośno, i kiwnął niepewnie głową. – Dlaczego zerwałeś ze mną przez głupi list? W dodatku na końcu napisałeś, teraz cytuje: „Nie zależy mi już na Tobie, nawet nie wiem czy kiedyś tak było”.
- Bo myślałem, że tak będzie łatwiej.
- Dla mnie czy dla Ciebie?
- Dla nas. Wiem, że to może głupio zabrzmi, ale myślałem, że jak tak napisze to mnie znienawidzisz i będzie Ci lżej.
- Wiesz co? Następnym razem nie myśl, bo Ci to nie wychodzi. – Poleciały mi pojedyncze łzy i przyspieszyłam.
- Tak wiem. I… przepraszam. - Dogonił mnie i wyrównał kroku.
Przez resztę naszej trasy nie odzywaliśmy się, nie miałam ochoty wymienić z nim jakichkolwiek zdań. Chociaż brakowało mi naszych bezsensownych monologów, śmiechów z byle powodu i dokuczaniu sobie nawzajem podczas spaceru.
- No to.. Cześć. – Powiedziałam stojąc przy mojej bramie. On do mnie podszedł i mocno przytulił, a ja stałam jak kłoda, świat po raz kolejny się zatrzymał. Odwzajemniłam uścisk po jakimś czasie i w końcu poczułam ciepło na sercu. Rana zaczyna się goić, ciekawe jak dużo czasu potrzebuje, aby odzyskać swój dawny blask i chęci do życia.
- Cloe… czy, czy jest szansa żebyśmy znowu byli razem?
- Ja.. Nie wiem. Potrzebuję trochę czasu, żeby przemyśleć twoje błędy. – Spuściłam bezradnie wzrok na chodnik.
- Rozumiem. – Zmusił mnie do spojrzenia na siebie i uśmiechnął się. Ale widać, że nie było to szczere. – To pa. – Musnął lekko mój policzek, po czym po raz kolejny wtulił się w moje włosy, wdychając zapach pomarańczowego szamponu.
Patrzyłam jak odchodzi ze spuszczoną głową i kapturem na głowie. Ale co miałam zrobić, rzucić się mu na szyję i namiętnie zacząć całować? Wtedy by nic nie zrozumiał, i straciłabym swoją godność. A ja nie chcę być spostrzegana, jako łatwa lala do zaliczenia.

Dolores…
Gdy ma się pięć latek, życie jest beztroskie i nie myśli się o problemach. Wystarczy, że zrobisz jedną babkę w piaskownicy, z nowo poznaną koleżanką i już za chwilę jesteście najlepszymi przyjaciółkami na całe życie. Mając 15 lat, myślisz o miłości i pierwszym pocałunku, co na swój sposób jest głupie. Miłość w tak młodym wieku ma jakiś sens? Czyli moje życie jest głupie, zakochałam się na zabój, gdy miałam16 lat, i dalej to uczycie jest we mnie, mimo iż chciałabym się go wyzbyć.
______________
*Jak tam u was ? Macie wystawione oceny na półrocze ?* Ja mam jeszcze tydzień na poprawę. Stanowczo za mało !
Tak to jest w miarę dobrze, tylko dwie osoby strasznie działają mi na nerwy ostatnio ; x . Ale staram się nie zwracać na to uwagi, teraz najważniejsza jest nauka.
  • awatar beautiful dream ♥: zajebiste ! ;D
  • awatar Gość: Oj , dawno mnie tu nie było ;D (chodzi mi o stary blog ;> ) Cóż mogę powiedzieć, poza tym że cudowne jak zawsze? ;D Oceny ... Coś czuje że będzie przypał po wywiadówce ;D
  • awatar anonimowe_imie: jak mnie dawno nie było, aż w końcu jestem ^^ odzyskałam neta, ale pewnie nie długo znów się zwali . Więc opowiadanie jest zajebiste, jak zawsze *.* i czekam na dalszą część jak wiesz. a ja mam za dwa tyg ferie . yeah ! ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

- Stella wstawaj, niedługo jedziemy. – Wydarłam się na cały dom, wsypując jedzenie do miski Smiley.
- Już nie śpię.
- To napisz do Michaela, żeby przyszedł do nas. – Odpowiedzi już nie uzyskałam, ale do moich uszu dotarł dźwięk dzwonku do drzwi. Pędem podbiegłam je otworzyć i kogo ujrzałam? Michaela, ale z kim? Z Justinem … Czas się dla mnie zatrzymał, nie widziałam nic poza jego osobą, osobą którą kocham i szaleję mimo wielkiego rozczarowania. Otrząsnęłam się i odwróciłam wzrok na przyjaciela.
- A on, co tutaj robi? – Zwróciłam się do chłopaka.
- Przyszedł ze mną, mam nadziej, że Ci nie przeszkadza. – Posłał mi błagalne spojrzenie, na które nie mogłam się sprzeciw stawić. Ten wyraz twarzy mówił więcej niż on by chciał. Ale co dokładnie? Nie mam pojęcia, wiedziałam tylko jedno, jeśli się wydrę na niego stracę przyjaciela, którego w tych czasach jest bardzo trudno znaleźć. Uchyliłam szerzej drzwi i zaprowadziłam ich do kuchni. Nalałam im czegoś do picia, a sama schowałam nos w kubek gorącej kawy z mlekiem.
- Czekamy jeszcze na kogoś? – Zapytał JB przerywając tym ciszę.
- Tak. – Powiedziała Stell przekraczając próg kuchni. – Za ile będzie twój boy?
- Za jakieś. – Spojrzałam na zegarek. - 10 minut.
- Masz chłopaka? – Spytał zdziwiony Justin.
- Może mam, a może nie. Co Cię to obchodzi? – Odchrząknęłam chłodno, po czym wstałam od stołu i schowałam brudne naczynia do zmywarki. – Wejdź. - Krzyknęłam słysząc dzwonek do drzwi. – Ejj, ale my przecież mamy bramę na kod, to jak tutaj weszliście? – Zapytałam lekko zdziwiona.
- Ja otworzyłam Michaelowi jak byłam na górze. – Powiedziała Stell przeczesując włosy dłonią.
- A jak ja wchodziłem to brama była otwarta. – Wyszczerzył się Tay i przytulił mnie mocno do siebie, czułam jego mocne perfumy, które z przyjemnością mogłam wdychać do swoich płuc.
- Następnym razem zamykajcie ją, bo jeszcze ktoś przyjdzie nas zgwałcić. – Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę wyjścia. - Nie wiem czy się znacie, czy nie. Ale przedstawcie się sobie, bo ja nie mam zamiaru
- Chodzi ci o Justina? Jasne, że się znamy, jak miał trasę koncertową z Seleną to ja jeździłem z nimi. No wiesz, wtedy byliśmy parą.
- Ty i Justin? – Zrobiłam głupią minę, a reszta się zaśmiała.
- Nie … ja i Selena. – Wyjaśnił Tay, otwierając przede mną drzwi od wozu.
- Aha …
Jechaliśmy wozem Taylora, oni ciągle się śmiali, a ja nie miałam ochoty włączać się w głupią rozmowę, dlaczego kolor żółty to żółty, fioletowy to fioletowy itp.. błagam, zlitujcie się nade mną. To miał być mój dzień, miałam się zabawić i od stresować, niestety JEGO obecność wszystko niszczy i z trudem powstrzymuję łzy, nawet nie wiedzą, jak jest mi trudno oddychać tym samym powietrzem, co mój były.
- Ej wszystko ok? – Zapytał Tay kładąc jedną rękę na moje kolano.
- Nie. – Chyba nie wiedział, co powiedzieć, wziął swoją dłoń i zaparkował na parkingu niedaleko wesołego miasteczka, a raczej miasteczka porażki.
- No to gdzie najpierw? – Zapytał wesoło Michael ciągnąc Stelle do przodu.
- Jak najdalej stąd. – Szepnęłam pod nosem.
- Mówiłaś coś?
- Tak, znaczy nie. – Uśmiechnęłam się krzywo i poszłam za resztą. Zerknęłam na Justina, który najwidoczniej też nie cieszy się z tego, że tutaj przyjechał, może czuje się nawet gorzej niż ja?
- No to najpierw rollercoaster. – Powiedział uradowany Taylor, a ja zrobiłam wielkie oczy.
- To ja na was poczekam przy wyjściu. – Uśmiechnęłam się i chciałam odejść, ale zatrzymał mnie chwytając za rękę.
- O nie, ty idziesz z nami.
- Ale ja nie chcę.
- Sama chciałaś tutaj przyjechać. Więc teraz będziesz się bawiła razem z nami. – Wysłał mi szeroki uśmiech i objął mnie szczelnie ramieniem.
- Ale miało być inne towarzystwo. – Szepnęłam mu na tyle cicho, że tylko on to usłyszał.
- A o kim dokładnie mówisz? – Kiwnęłam głową w stronę Justina, który szedł przed nami - I co z nim? On jest spoko.
- Tak … kiedyś był. – Poleciała mi łza, którą szybko starłam.
- No nie gadaj, że z nim chodziłaś? – Kiwnęłam twierdząco głową i spuściłam ją na dół, chowając się w kłębkach ciemnych włosów. – Czyli o Tobie gadał przez całą trasę koncertową. – Powiedział jak by sam do siebie.
- Jak to?
- No … nie było minuty, aby nie wspomniał o „dziewczynie z rodzinnego miasta”.
- A ile trwała ta trasa?
- Dwa miesiące. – Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na JB, który akurat się odwrócił. Mimowolnie się uśmiechnęłam do niego, efektem tego było, że się na mnie zagapił i wszedł w jakiś kierunkowskaz skierowany w stronę toalet. Zachichotałam i wyminęłam go, widać było że jest trochę zdezorientowany, co mu się dziwić? Unikam go jak ognia, wcześniej wszystko mu wygarniam w twarz a teraz zalotnie kieruję kąciki ust do góry.
- Może powinnam dać mu szansę?
- Jasne, że tak. – Powiedział Michael i Stella, którzy automatycznie stanęli obok mnie.
- Ja powiedziałam to głośno? – Kiwnęli głowami na tak, walnęłam się z otwartej dłoni w czoło, przeklinając pod nosem.
- Stell … musimy pogadać. – Wyszeptałam.
- Jasne, ale jak się przejedziemy. – Właśnie się zorientowałam, że stoimy przed największą kolejką, jaką kiedykolwiek widziałam i być może jaka kiedykolwiek została wybudowana.
- Jaa… ja się rozmyśliłam. – Odwróciłam się gwałtownie i weszłam prosto w Justina. – Eee … sorry.
- Nigdzie nie idziesz. – Odezwał się tym swoim anielskim głosem, niby już nie ma tak dziecinnego, ale dalej ma w sobie to coś. Automatycznie ugięły mi się kolana, a w oczach stanęły łzy. Zaciągnęli mnie siłą, abym tam weszła. Przez całą przejażdżkę miałam zamknięte oczy i miałam wrażenie, że zwrócę swoje dzisiejsze śniadanie. Chwiejnym krokiem usiadłam na pobliskiej ławce i schyliłam głowę w dół.
- Dobrze się czujesz?
- Tak, już mi lepiej.
- Ej ty jesteś Cloe Strought?
- No tak, a ty…
- Cześć jestem Maciek, moja siostra ma fioła na twoim punkcie.
- To miło. – Uśmiechnęłam się.
- Dasz mi autograf dla niej?
- Jasne, jak się nazywa?
- Kasia.
- Jesteście z Polski?
- Skąd wiesz?
- Byłam kiedyś tam i te imiona obiły mi się o uczy, są bardzo oryginalne. – Wyszczerzyłam się i podpisałam kawałek papieru. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie i dostałam małego misia, którego prawdopodobnie wygrał na strzelnicy. Usiadłam z powrotem na ławce i przyglądałam się drobnemu prezencikowi. Mała czerwona zabawka w kształcie uśmiechniętego serduszka z przyssawką na sznureczku, po naciśnięciu jej wydawała z siebie dźwięki coś na kształt „i love you” .
- Co masz? – Zapytała Stell, która wcinała tęczową watę cukrową, po chwili dołączyła reszta.
- Maskotkę, nie widzisz?
- Widzę, od kogo?
- Od… chyba fana. – Powiedziałam lekko zdezorientowana. Wszyscy na mnie spojrzeli i uśmiechnęli się promiennie
- To chyba dobrze, nie? – Zapytała widząc mój lekki grymas na twarzy.
- No problem w tym, że chyba nie.
- Jak to?
- Ja nie chcę mieć fanów, nie chcę być rozpoznawalna. Sława zmienia ludzi. – Spojrzałam się na Justina, który spuścił głowę w dół i wlepił swój wzrok w czubki butów.
- Co ty wygadujesz?
- Nic. Musze wszystko przemyśleć, a teraz przepraszam wrócę już do domu.
- Odwieść Cię? – Zapytał Tay swoim opiekuńczym głosem.
- Nie dzięki, przejdę się.
- Ale to koło 5 kilometrów.
- No to co? Spacer dobrze mi zrobi. – Ruszyłam się z miejsca i skierowałam w stronę wyjścia. Powiedzieli, krótkie cześć i patrzyli na mnie.

Oczami Justina
A jednak gorzej być nie może. I po co ja się wtrącam w jej życie, z nadzieją, że znowu przyjmie mnie do swojego serca, którego jak ona powiedziała, już nie ma?
- Stary… co ty tu jeszcze robisz? – Zapytał Michael szturchając mnie w brzuch.
- Siedzę nie widzisz? – Powiedziałem ze skwaszoną miną, pokręcił bezradnie głową.
- Idź! – Krzyknęła Stella prosto do mojego ucha.
- Yyy… ale gdzie?
- Ty serio jesteś głupi!!! Biegnij za Si.
- Po co? Ona nie chce mnie widzieć, a co najgorsze znać.
- Rób co chcesz, ale ja bym na twoim miejscu pobiegł. – Powiedział Taylor, wstając z miejsca. Widać, że Cloe mu się podoba, ale mimo to pozwala mi, abym spróbował ją odzyskać.
- Wiesz co? Świetny z Ciebie kumpel. – Poklepałem go po plecach i odszedłem.
- Ejj, a ja? – Krzyknął za mną Michael, uniosłem jedną rękę do góry i pobiegłem do wyjścia. Po drodze wstąpiłem to małego sklepiku i kupiłem jej niewielki upominek
Biegłem ile tylko miałem sił, a najlepsze jest to, że nie znałem kierunku w jakim ona się udała.

- Cloe zaczekaj. – Dziewczyna przystanęła, i z przymkniętymi oczami odwróciła się w moją stronę. Widać było, że cierpi. Cierpi przez takiego jednego frajera, który nazywa się Justin Bieber … spieprzyłeś wszystko kolo …
Staliśmy na wprost siebie i wpatrywaliśmy się w swoje smutne spojrzenia, niekiedy pojedyncza łza spłynęła po jej zaróżowionym policzku. Ja nie byłem obojętny, robiło mi się jeszcze gorzej, jak widziałem że Ona, aż tak cierpi, mimo że znowu zagościłem w jej życiu. Niestety jestem tylko nieproszonym gościem. Pokręciła głową zamykając swoje ciemne oczy, chciała się odwrócić, ale chwyciłem ją lekko za nadgarstek, nie wyrywała się.
- Jakieś specjalne życzenia? – Zapytała spoglądając to na nasze ręce to na moją twarz.
- Ja .. przepraszam. Naprawdę Cię przepraszam, wiem, że jestem skończonym imbecylem i nie zasługuję nawet na twoją uwagę, a co dopiero wybaczenie. – Spojrzałem na jej twarz, która mówiła … właściwie to nic nie mówiła. Widziałem pustkę, nie było już tych iskierek szczęścia w jej oczach, nie uśmiecha się promiennie jak kiedyś, straciła swój blask.
- Justin ja … - Spojrzała po raz kolejny na nasze dłonie, które teraz były splecione dokładnie tak, jak kiedyś, gdy chodziliśmy na długie spacery, którym towarzyszyła nam cisza. Ale ona nam kompletnie nie przeszkadzała, rozumieliśmy się bez słów, czy te chwile kiedyś powrócą? Czy warto żyć nadzieją i czekać w nieskończoność? Mówi się, że jest to matka głupich, a więc muszę być kompletnym świrem. Ja wyznaję inną teorię: Nadzieja jest ryzykiem, którą trzeba podjąć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

Rozejrzałam się dookoła i widziałam jak mój psiak leży na kolanach jakiegoś chłopaka, który patrzy na mnie z pod niebieskiego kaptura.

- Możesz zwrócić mi psa? – Powiedziałam oschłym głosem i podeszłam do niego bliżej, on od razu się podniósł i zdjął kawałek materiału z głowy uśmiechając się przy tym. Zamarłam, dosłownie nie wiedziałam co się dzieje, miałam lekko rozchylone wargi i wpatrywałam się w Justina ze łzami w oczach. Pokręciłam bezradnie głową, jakbym chciała odgonić jego postać z tego miejsca, ale wiedziałam, że to jest niemożliwe.
- Cloe, nic się nie zmieniłaś. – Podszedł do mnie bliżej chcąc mnie przytulić. Odruchowo zrobiłam krok w tył i dalej bez żadnego gestu twarzy wpatrywałam się w niego. Wydoroślał, to było widać na pierwszy rzut okna, wyraźne rysy twarzy, jednodniowy zarost, ale oczy się nie zmieniły. Ciągle ten sam, hipnotyzujący kolor kawy z mlekiem, brakowało w nich tylko iskierek szczęścia. Usta… tak jak dawniej, pełne i malinowe, lekko popękane, a włosy? One chyba nigdy się nie zmienią, ciągle zarzuca nimi w swój charakterystyczny sposób, zawsze nieskazitelnie ułożone chyba, że zawieje wiatr to pojedyncze kosmyki latają mu po całym czole i nie tylko. Westchnął głośno i spuścił wzrok na swoje buty
- Nawet nie wiesz jak bardzo się zmieniłam, ale to Cię nie obchodzi. Więc oddawaj mi mojego psa i znikaj z mojego życia tak samo jak zrobiłeś to dwa lata temu. – Dokończyłam i czekałam na jego reakcję. Ani drgnął, może coś zrozumiał? Taaa… jeszcze, czego, sławny Justin Bieber miałby przyznać się do błędu?
- Jaa… ja przepraszam.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia?
- Eee… posłuchaj, ja nie chciałem, ale musiałem i…
- Nic nie musiałeś Justin, ty po prostu chciałeś. Zostawiłeś mnie jak tanią zabawkę, którą pobawiłeś się przez miesiąc i od razu wyrzuciłeś. A ja? Ja Cię pokochałam i oddałam Ci całe swoje serce, które teraz nawet nie przypomina rozpierdolonego placka na środku chodnika, a wiesz, dlaczego? Bo ja już po prostu nie mam serca, została czarna pustka z niewielkim płomykiem nadziei, który coraz bardziej gaśnie. Kto wie może już niedługo nic nie zostanie! – Wykrzyczałam mu wszystko w twarz i zabrałam psa z jego czułych objęć…
Biegłam ile sił w nogach, w niecałe 5 minut już stałam pod bramą wjazdową na moją posiadłość. Otworzyłam ją i przy okazji wjechałam swoim wozem do garażu, który ciągle zagradzał przejście dla przechodniów, których swoją drogą było niewiele.
Zatrzasnęłam drzwi za sobą i położyłam psiaka na fotel, który mimo mojego szlochu dalej drzemał w najlepsze. Skierowałam się do kuchni i nerwowo nalałam soku pomarańczowego do szklanki.
- Justin uwielbia sok pomarańczowy. – Mruknęłam pod nosem i odstawiłam szklankę na bok, sprawiając, że pojedyncze łzy mieszają się z napojem.
- Gdzieś ty była? Wiesz, że jest grubo po 23? – Do kuchni wtargnęła Stella cała czerwona i ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
- Jestem dorosła i mogę robić, co chcę. – Powiedziałam poważnym tonem i pobiegłam do swojej sypialni. Odechciało mi się żyć…

Dolores…
Czy życie nie byłoby prostsze bez miłości? Może i to jest wspaniałe uczucie, ale potrafi zranić i doszczętnie zniszczyć człowieka sprawiając, że nie przypomina już osoby, którą była przed poznaniem tego jedynego/jedynej.
I co mi po tym, że ja nadal kocham, skoro nie mam wystarczającej odwagi wpuścić go po raz kolejny do swojej duszy, bo do serca za późno? Gdyby, chociaż raz mnie przytulił, odzyskałabym to co najważniejsze, i mój płomyk w klatce piersiowej przerodziłby się w wielki płomień uczuć, tryskający optymizmem dookoła. Odzyskałabym serce, ale czy jestem gotowa na kolejne rozczarowania związane z miłością? Dolores, wiem, że nie możesz mi odpowiedzieć, ale czy powinnam dać mu kolejną szansę?
__________________
Taki tam krótki, napisałam dzisiaj w nocy jak spać nie umiałam ^^
  • awatar bez znieczulenia .: ohoho czemu ja tego nie widziałam wcześniej !? hmm... tak mi brakowało przez parę dni tych Twoich odpowiadań ; d świetne są , dobra idę w górę bo widzę że czeka mnie następna część ; )
  • awatar вℓα¢к σя ωнιтє .♥: Ekstra .>3 . Zapraszam do mnie też piszę opowiadanie .Liczę na kom .;d .
  • awatar ` maybe .<3: czeekam na następną część ♥ *megaaaa* . *_*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Jechałam strasznie szybko samochodem, i jestem pewna, że przekroczyłam prędkość przynajmniej 3 razy niż norma wskazuje. Ale teraz marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się we własnym domu, we własnym łóżku i we własnym świecie, w którym nie ma JEGO…
- Mogę coś powiedzieć? – Zapytała widząc moją zdenerwowaną minę. Zacisnęłam dłonie na kierownicy i nie odwracałam się w jej stronę, miałam nadzieję, że odpuści.
- Jeśli chodzi Ci o Jus… o kumpla twojego chłopaka, to lepiej nie. – Odezwałam się po dłuższej chwili próbując zwolnić bicie mojego serca.
- Powinnaś z nim pogadać.
- Z kim z Michaelem?
- Nie udawaj głupiej. Mówię o Justinie. – Zatrzymałam gwałtownie samochód tuż przed bramą naszego domu, nawet nie miałam ochoty go wstawić do garażu. Ze łzami podbiegłam do drzwi wejściowych nerwowo próbując wbić ten cholerny kluczyk w zamek. Zarzuciłam na siebie świeże ciuchy i chwyciłam smycz dla mojej suczki i wyszłam z nią na zewnątrz nie żegnając się z Stell.
Mijałam kolejno ludzi, którzy żyli swoim życiem. Mieli własne kredki i kolorowali drogę, jaką przeszli. Na pewno nie jedna dziewczyna, została zraniona przez ukochaną osobę. Ale im pewnie przychodzi łatwiej zerwanie z przeszłością niż mi, każdy powtarza „czas leczy rany”, ale to gówno prawda. Może z zewnątrz nie ma już takiej różnicy jak na początku, czyli widok łez, zmarnowanej twarzy i głowy spuszczonej w dół. Ale w środku ta rana wcale nie jest mniejsza, ona powiększała się z każdym dniem, sprawiając, że nie zostaje ani jednego zdrowego kawałeczka serca w ciele. Tak przynajmniej jest ze mną, może i jestem dziwna, psychiczna, czasem nadpobudliwa. Ale jestem człowiekiem z uczuciami a Justin, tak jak by powycierał nimi brudną podłogę, potraktował mnie jak starą bezużyteczną szmatę, którą można wyrzucić, bo znalazło się coś lepszego, godnego uwagi. Nie mówię w tym wypadku o nowej dziewczynie, ale o karierze. Wymienił mnie na coś z czego będzie miał pożytek, i da radę utrzymać siebie w przyszłości. A co ja mu mogę dać? Tylko moją miłość, pff.. tylko? Chyba aż! Ale najwidoczniej, dla niego to mało znaczący szczegół, który można kupić jak wszystko inne.

Weszłam do pierwszego lepszego sklepu papierniczego i kupiłam notes z zżółkłymi kartkami. Postanowiłam zacząć pisać pamiętnik, może kiedyś będę chciała podzielić się swoją historią, i opublikuję ją. Ale na razie, robię to dla siebie, aby wylać z siebie wszystko co mnie gryzie. Tak jak bym z kimś rozmawiała i nie oczekiwała odpowiedzi, to zupełnie co innego niż pogawędka z mamą, Stellą czy kimś innym. No nie ważne.
Usiadłam na ławce, która była lekko oddalona od bawiących się dzieci w piaskownicach, od przypadkowych przechodniów i przede wszystkim jak najdalej od ramp, bo one kojarzyły mi się z Nim.

Drogi pamiętniku…
Spotkanie po latach osoby, którą się kochało (albo nadal kocha…) boli tak strasznie, że nie wiem czy jest sens, aby pozostać na tej planecie chociażby minutę dłużej. Tak myślę, a raczej myślałam o samobójstwie, ale nie jestem zdolna do tego. Gdybym postanowiła strzelić sobie kulkę w głowę, pewnie bym skończyła jak Kordian z powieści Juliusza Słowackiego, co nie miałoby najmniejszego sensu, bo najbliżsi wypominaliby mi to do końca życia. Pamiętniku, chociaż nie… nazwę Cię Dolores, ponieważ w języku hiszpańskim dolor oznacza ból, a to uczucie jest mi najbliższe w tym momencie. Dolores chciałabym, aby wszystko było prostsze, jednakże to jest niemożliwe. Dlaczego cierpią osoby, które na to nie zasługują? Może ja nie byłam idealna, ale czy zasłużyłam na takie „poniżenie”?…

Porcja łez spłynęła bezwładnie na kartki papieru, plamiąc je tuszem do rzęs. Zamknęłam swój notatnik i odchyliłam głowę do tyłu, by chociaż trochę zatamować strumień, który chce opuścić moje ciało.
Po dłuższej chwili, która trwała z ponad dwie godziny otworzyłam swoje spuchnięte oczy i wytarłam je lekko spoconymi dłońmi.
- Smiley?... Smiley! – Krzyczałam coraz głośniej poszukując swojego psa. Nie było jej koło mnie, a nigdy mi nie uciekała. Podniosłam się z nagrzanej ławki i nerwowo się rozglądałam, ani śladu, nic…
- Smiley! – Wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam i zaczęłam okrążać kolejne alejki. – Kurna, ten park nie może być większy? – Powiedziałam z sarkazmem. Kucnęłam na środku chodnika i zakryłam twarz w dłonie, lepiej chyba być nie może (...) Usłyszałam ciche pojękiwania suczki, więc podniosłam się i próbowałam wsłuchać się skąd dobiegają te odgłosy. Uchyliłam lekko wielki krzak róży, który ciągnął się praktycznie przez cały park, tworząc żywopłot. Nie miałam ochoty biec na około, więc przeciskałam się pomiędzy kolcami, aby wydostać się po drugiej stronie.
- Kurwa, wszystkie te zjebane kwiaty powinni usunąć. Nienawidzę ich. – Wydarłam się i poprawiłam podartą bluzkę, która teraz odsłaniała mój płaski brzuch. Na nogach miałam liczne zadrapania, a nawet rany, z których sączyła się słodka krew. No to moja agentka nie będzie zadowolona, ale, od czego są Photoshopy?
Rozejrzałam się dookoła i widziałam jak mój psiak leży na kolanach jakiegoś chłopaka, który patrzy na mnie z pod niebieskiego kaptura.
  • awatar Bitch, please ♥: @CherriesCollege♥: Hahah, jak miło :)
  • awatar CherriesCollege♥: Kurwa, już wkurza mnie ta rutyna! Twoje rozdziały są zawsze, a zawsze mega wyjebane w kosmos! Chyba nigdy nie napiszesz czegoś nudnego, jesteś po prostu zajebista ! :D
  • awatar ` maybe .<3: Jejuuu . Megaaa megaaaa zajebisty ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

Pierwsza noc w nowym otoczeniu nie zadziałała na mnie najlepiej. Obolałe kości, ból głowy i spuchnięte oczy. Wyglądałam jak kaktus w musztardzie, chociaż nie wiem, co ma piernik do wiatraka.
Poczłapałam do garderoby, w której mogłabym urządzić sale taneczną. Ubrałam białą bluzkę bez ramiączek, szarą mini spódniczkę bombkę a na ramiona zarzuciłam sweterek w fioletowo-szare paski. Do tego biżuteria, fioletowa torebka i białe sandały.
Dalej smętnym krokiem ruszyłam do kuchni w celu zaczerpnięcia kilku łysków kawy.
- Co za cholerstwo. – Wydarłam się i zaczęłam walić pięścią w ekspres do kawy. Po bitwie z urządzeniem dostałam swój napój i wypiłam go.
- A ty jeszcze nie w pracy? – Zapytała Stell zaglądając do lodówki.
- A która godzina?
- Za dziesięć 10.
- O kur…czaki! – Wydarłam się i pobiegłam na górę zabrać torebkę, wrzuciłam do niej wszystko, co się dało i pędem wybiegłam z mieszkania nie żegnając się. – Ruszaj kupo złomu – Wydarłam się na samochód, który stawiał lekki opór. – Przepraszam nie chciałam, a teraz skarbeńku jedź. – Już świruję, gadam do własnej bryki, no ale nie ważne, bo po chwili już byłam w drodze. – Głupie korki, dlaczego wszystkim się śpieszy wtedy kiedy mi? – Zadawałam sobie pytania retoryczne, i przy okazji malując sobie usta błyszczykiem. Nie no pewnie wyglądam jak jakiś plastik.
- Sorry za spóźnienie, ale miałam małe problemy z…. wozem. – Co miałam powiedzieć? Że ekspres do kawy, zrobił sobie dłuższą przerwę na herbatkę?
- Tak tak, a teraz biegiem do garderoby, muszą Cię uszykować. – Powiedział jakiś facet, wyglądał na fotografa. A skąd taka myśl? Trzymał aparat w dłoni i ustawiał coś w nim. Po jakieś godzinie mogłam już stanąć przed obiektywem i szczerzyć się do ludzi. Jakoś nie mam ochoty na pozowanie, a nawet nie chcę spotykać Taylora.

Zrobili mi i jakieś blond lasce zdjęcia, na których niby wyglądamy na obrażone czy coś. Nie wiem o co kaman, ale kazali nam grać więc nie stawiałam sprzeciwu. W sumie, to miałam ochotę jej walnąć, była zbyt pewna siebie.
- No nareszcie nasza gwiazda przybyła. Wiesz ile się spóźniłeś?
- Jakieś. – Spojrzał na zegarek. – Trzy godziny? – Paul (bo tak się nazywał fotograf) pokręcił bezradnie głową i pokazał palcem kierunek, w który ma się udać. Myślałam, że ten cały Taylor, będzie zachowywał się jak zwyczajny chłopak, a robi z siebie bóg wie kogo.
- Przerwa. – Ogłosił jakiś koleś, a do mnie podbiegło stado pracowników, poprawiając mi włosy i ciuchy
- Wiecie co to przerwa? Idziesz se na kawkę, herbatkę i masz wyjebane na przynajmniej 10 minut pracy. Ka pe wu? – Pokręciłam teatralnie głową wymachując palcem dookoła, na co spojrzeli na mnie jak na kosmitkę, wywróciłam oczami i poszłam po telefon, żeby podzielić się wrażeniami z kumpelą.
- Eeee…. – Powiedziałam wchodząc do garderoby. – Sorry, ale ja tylko po telefon. Już się zmywam. – Powiedziałam widząc naszego modela w samych bokserkach.
- Luzik nie przeszkadzasz mi. – Uśmiechnął się, a ja zaczęłam przeklinać w myślach. – Taylor jestem. – Wystawił dłoń w moją stronę i uśmiechnął się uwodzicielsko, zignorowałam to.
- Tak, tak bardzo fajnie. A teraz wybacz, bo mam mało czasu. – Ominęłam go i wyjęłam z torebki to co chciałam.
Porozmawiałam z Stell i wyżaliłam się, że muszę pracować z jakimiś czubami. Z farbowaną blondyną - która myśli, że jest najpiękniejsza, Z panem „jestem sławny i mogę wszystko”, z Paulem – który wydziera się na ekipę, no oprócz modelek, bo jak to on powiedział „musicie czuć się komfortowo”, no i z resztą małp z tego zoo…
No to czas na wspólne zdjęcia z NIM….

Po całej tej sesji zrobiono z nami krótkie wywiady. A te zdjęcia mają być przy jakimś Quizie, czy ankiecie nie wiem dokładnie, ale ma mieć tytuł: „Jaki typ dziewczyny woli Taylor Lautner”, a pod spodem: „Słodka blondynka, czy ostra brunetka”. Normalnie jak to usłyszałam to myślałam, że popuszczę ze śmiechu.
- Już wiem, dlaczego mama zabroniła mi czytania takich gazet.
- Dlaczego? – Padły pytania od wszystkich.
- Bo gdybym miała taką gazetkę w dłoni, to by wyrosło ze mnie takie coś – wskazałam na blondynę, która właśnie piłowała sobie pazurki i uśmiechała się do każdego po kolei.
- Czyli ?
- Wy też czytaliście te pisemka? – Pokiwali głowami potwierdzająco. – No to nic wam nie wytłumaczę. – Zaśmiałam się i przeszłam do garderoby. Przebrałam się i ciągle śmiejąc się z tych bałwanów wyszłam z budynku.
- Zaczekaj – Usłyszałam znajomy głos, gdy miałam zamiar odpalić silnik. Rozejrzałam się dookoła i nikogo nie widziałam. – Stój – Powiedział, stając przed maską mojego auta. Swoją drogą ciekawe jak to zrobił.
- Poryło Cię? Będziesz woskował ten samochód - Wydarłam się widząc, że maca go swoimi łapami.
- Wyluzuj, tak się zastanawiałem…. – Skrzyżowałam ręce i czekałam na jakąkolwiek reakcję.
- Możesz szybciej? Bo śpieszy mi się na obiad.
- No właśnie ja w tej sprawie. No wiesz, może mógłbym Ci towarzyszyć?
- A postawisz mi sok bananowy?
- Eee.. jasne. – Uśmiechnął się niepewnie.
- No to na co czekasz? Wskakuj. – Zabrałam torebkę z siedzenia obok i wrzuciłam ją do tyłu. - Nie chodziło mi dosłownie. – Warknęłam na niego, bo nawet drzwi nie umie otworzyć.
Jechaliśmy w ciszy, a ja nie miałam zamiaru odzywać się pierwsza.
- Gdzie w ogóle jedziemy? – Zapytał, grzebiąc coś w telefonie.
- Eeee… nie wiem. – Powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jak to?
- No normalnie, czekaj muszę zadzwonić. - Wykręciłam nr do Stell, żeby dowiedzieć się gdzie jest.
( …)
- A więc? – Ponownie zapytał spoglądając na mnie.
- Wiesz gdzie jest… eee… stare coś… czekaj… stary wiatrak, stary młotek, trawnik, Małysz…
- Chodzi Ci o stary młyn?
- Tak, więc wiesz gdzie to jest? – Pokiwał twierdząco głową. – No to mów, gdzie mam jechać
- A możemy zamienić się miejscami?
- Że co proszę?
- Mogę poprowadzić?
- Dlaczego każdy facet chce macać moje maleństwo? – Zapytałam parkując na chodniku i wysiadając z wozu. – Mógłbyś chociaż raz zachowywać się jak normalny człowiek? – Chyba nie wiedział o co mi chodzi. – Normalny człowiek, nie skacze z miejsca na miejsce, normalny człowiek najpierw otwiera drzwi zanim wejdzie do środka iiii….. na razie nie mam pomysłów, ale po dzisiejszym obiedzie będę miała ich pełno.
- Wyluzuj, nie zauważyłaś, że ja nie jestem normalny? Zresztą ty tak samo, więc pasujemy do siebie.
- Chyba w twoich snach. – Powiedziałam i pojechaliśmy do tej starej restauracji, chociaż naprawdę nie była stara.
- Siema pokemony. – Wydarłam się na wejściu, szukając wzrokiem przyjaciół. – Chodź. – Pociągnęłam go za sobą w stronę stolika, gdzie siedziała Stella i Michael.
- A więc to jest Taylor, a to moi przyjaciele Dipsi i Po.
- Cześć, macie imiona jest te Teletubisie… - Zaczęłam się zlewać z nich, i efektem było, że dostałam z bułki w twarz.
- Jestem Chris, a to moja dziew… znaczy to jest Stella. – Uścisnęli sobie dłonie i zaciągnęli się w interesującą rozmowę na temat jego głównej postaci w filmie Zmierzch
- Ej Tay… mogę tak na Ciebie mówić nie? No nie ważne i tak będę Cię tak nazywałam. Ale nie o to mi chodziło… eee….
- Ona tak zawsze? – Zapytał, a reszta przytaknęła.
- A już wiem, czy jak grałeś tego psa..
- Wilkołaka.
- Wilkołak, pies jeden grzyb. Obydwoje mają sierść na jajach, chociaż może i nie mają? (…) No i znowu straciłam wątek. – Powiedziałam oburzona wpychając do ust kawałek naleśnika z czekoladą
- Ona nie powinna jeść słodyczy.
- A ty nie powinieneś…. Eeee… a już wiem, nie powinieneś wciskać tego swojego nochala gdzie popadnie. – Powiedziałam i wysmarowałam go bitą śmietaną.
- Jeszcze pożałujesz.
- Czekaj … jak masz mnie brudzić, to wolałabym dostać w twarz tortem czekoladowym. – Podparłam głowę rękoma i się zamarzyłam. Oni coś tam nawijali między sobą, a ja całkowicie odpłynęłam.
- Mam pomysł! – Wydarłam się jak jakieś dziecko ADHD
- Ej Cloe, co się z tobą dzieje? Jeszcze niedawno byłaś… zdołowana a teraz zachowujesz się jak Michael. dwa lata temu.
- Czyli jestem teraz nudny? - Powiedział Michael.
- Eeee… tak jak by…. Tak. – Powiedziała i spojrzała na twarz chłopaka.
- Myślałem, ze wolisz jak jestem… poważny.
- Czyli zmieniłeś się dla mnie?
- Tak jak by tak, i trochę dziwnie się czuję.
- Dobra, a więc ty. – Pokazałam na Michaela. – Znowu masz mieć napady ADHD i masz się bawić, ty. - Pokazałam na Pay. – Powinnaś w tym momencie go przytulić, a ty. – Pokazałam na Taylora. – Idziesz z nami jutro do wesołego miasteczka. – Podniosłam dumnie dłonie i zaczęłam tańczyć taniec szczęścia
- Eee… ok. – Powiedzieli wszyscy razem.
Dokończyliśmy posiłek w miarę spokojnie i wyszliśmy przed knajpkę.
- Ok, ponieważ ja jestem zmęczona to jadę do domu, odwieść kogoś czy idziecie na piechtę?
- Mnie możesz podrzucić, ale ja prowadzę. – Powiedział Tay, wywróciłam po raz kolejny tego dnia oczami i rzuciłam w jego twarz kluczykami, których nie złapał.
- Wow. – Stell zrobiła wielkie oczy i spojrzała na mnie.
- No co?
- Nic, ale ty nikomu nie pozwalasz prowadzić Anabell, jedyną osobą oprócz ciebie jaka siedziała na miejscu kierowcy to Just...
- Cicho. – Powiedziałam i zamknęłam zeszklone oczy, już nic nie dodała tylko wpakowaliśmy się do samochodu.
Gdy żegnałam się z Taylorem miałam takie dziwne uczucie, zupełnie inne niż jak przytulałam się z Justinem. Wymieniłam się z nim telefonem i ruszyłam w stronę domu Michaela.
- Michael, powiedz, że mieszkasz sam. – Powiedziałam z nadzieją widząc wielki dom z wysokim ogrodzeniem i kamerami skierowanymi w każdą możliwą stronę.
- No coś ty, mnie samego w toalecie nie powinno się zostawiać, a co dopiero w domu. – Wyszczerzył się i wysiadł z samochodu. Stella zrobiła to samo i musiałam poczekać, aż skończą się żegnać, przytulać i bóg wie jeszcze co. Nagle brama wjazdowa zaczęła się otwierać i zobaczyłam Bimbra wychodzącego z Samem na spacer.
- Stella, kurwa jak zaraz nie wsiądziesz to pojadę bez Ciebie! - Powiedziałam ze łzami w oczach.
- Czekaj.
- Siema Michael. – JB przybił z nim żółwika. – Stella to ty? Ale się zmieniłaś. – Wysapał i przytulił ją do siebie.
- Kurwa wchodzisz, czy zapierdalasz z buta?
- Już już… - Powiedziała od niechcenia i pożegnała się z Michaelam, a Justina zmierzyła wzrokiem
- Cloe… możemy pogadać? – Zwrócił się do mnie, nic nie odpowiedziałam, zaśmiałam się ironicznie powstrzymując potok łez. Uśmiechnęłam się do niego i od razu jak moja kumpela zamknęła drzwi odjechałam z piskiem opon zostawiając ślady na ulicy. Nie ukrywam, miałam ochotę wysiąść z wozu, porozmawiać z nim i przytulić, mój uśmiech do niego był jednym z tych szczerych. Naprawdę miło było go zobaczyć po dwóch długich latach, ale wiem, że musze być silna i nie mogę pozwolić mu zbliżyć się po raz kolejny do mnie, za bardzo by bolało kolejne rozstanie…
__________________________
Tak z okazji Świąt dodałam dłuższy rozdział ;d . Jak tam święta ? Najedliście sie ? Ja mam wrażenie, że przytyłam z 10 kg ; o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 

Zostałam otagowana przez: http://bloggowaniemua.pinger.pl/

Pytania zadane mi :

*1. Twój ulubiony film?*
Jako tako ulubionego nie mam ^^ . Ale uwielbiam Titanica, Trzy metry nad niebem, Tylko ciebie chce, Nostalgia anioła, Tylko mnie kochaj, Nie kłam kochanie ♥
*2. Twoi ulubieni aktorzy?*
Adamczyk, Karolak, Aniston, Casas, Kebbel, Dobrev i Somerhalder ♥
*3. Masz jakąś skrytą miłość?*
Czy ja wiem czy to miłość ... trudne pytanie ^^
*4. Część ubioru, której w szafie masz najwięcej?*
Chyba bluzki na ramiączkach, ich to mam po prostu multum xd
*5. Znienawidzony przez Ciebie przedmiot szkolny?*
Fizykaa, nienawidzę ! I biologia, ale to ze względu na nauczycielkę ; x
*6. Inicjały Twojej pierwszej miłości lub jej imię?*
Pierwszej miłości ... jak na razie to takiej brak xd
*7. W łóżku, przed snem myślisz o?*
O wszystkim tylko nie o tym, żeby pójść spać ;D
*8. Rzecz, z którą się nigdy nie rozstajesz?*
Telefon, bez niego to ja chyba nigdzie nie chodzę ; o
*9. Twoje największe marzenie?*
Nie powiem, bo się nie spełni ; d
*10. Gdybyś miała wybierać pomiędzy chłopakiem, a ukochaną przyjaciółką, komu byś uwierzyła?*
Niby przyjaciółce, ale jednak ... bardzo trudna decyzja. Zależy też o co by chodziło.
*11. Ulubione słowo?*
Jedzenie, hahaha ; d . I wolnee !
*12. Jakie jest według Ciebie najładniejsze imię dla chłopaka?*
Filip, Fabian ♥. Strasznie mi sie ty imiona podobają xd

Pytania zadane przeze mnie :
1. Jakie masz plany na sylwestra?
2. Przeżyłaś już swój pierwszy pocałunek ? Jeżeli tak to w jakim wieku?
3. Jakie jest według ciebie najładniejsze imię damski i męskie?
4. Do jakiego kraju chciałabyś pojechać?
5. Co dostałaś lub dostaniesz pod choinkę?
6. Lubisz wigilijne jedzenie?
7. Jaki kolor oczu podoba ci się najbardziej?
8. Masz jakieś zwierzątka w domu?
9. Boisz się czegoś?
10. O ile lat najwięcej mogłabyś mieć starszego lub młodszego chłopaka?
11. Jaki jest twój ulubiony cytat?

*Do zabawy zapraszam
http://nadzwyczajnaaa.pinger.pl/
http://ewelciiiaaa.pinger.pl/
http://najaranawspomnienami.pinger.pl/
http://tosieek.pinger.pl/
http://darencjo16.pinger.pl/
http://a.smerfetka.pinger.pl/

I wszystkim WESOOŁYCH ŚWIĄT !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

- Michael, ja muszę już lecieć.
- Odprowadzę Cię. – Uśmiechnęłam się i wzięłam psa na ręce. Szliśmy w ciszy do samego domu.
- Wow, niezła chata.
- Taak… może wejdziesz do środka? – Zapytałam wpisując kod do furtki.
- A Cloe?
- Uwierz mi, na twój widok się ucieszy, gorzej by było z…
- Justinem? – Przytaknęłam i weszliśmy na posesję.

- Cloe wróciłam. Gdzie jesteś?
- W kuchni, wiesz jaki wspaniały przepis na mus czekoladowy dała mi ta prezenterka z telewizji? Powiedziała, że to dobrze robi na złamane se… – Wyszła do przedpokoju mieszając coś w misce. Otworzyła szeroko usta i upuściła ją na ciemne panele. O nie ja nie będę tego sprzątać. – Mi …. Mich …. Michael!
- Cześć. – Powiedział pierwszy i wpatrywał się w brunetkę.
- OMG co ty tu robisz? – Rzuciła się mu na szyję i mocno przytuliła.
- Tutaj? Stoję.
- Bardzo śmieszne, ale mówię poważnie.
- Mieszkam jakieś pół godziny drogi stąd. – Uśmiechnął się chytrze.
- Pójdę po coś do picia. – Powiedziałam i skierowałam się do kuchni.

Oczami Cloe
- Ale to znaczy, że ON też tutaj jest? – Michael pokiwał twierdząco głową. – Nie tak miało to wyglądać, miałam ulotnić się od wspomnień, a on mieszka niedaleko mnie, to jest jakieś przekleństwo. – Powiedziałam siadając na kanapie. Michael usiadł koło mnie i westchnął głośno.
- Może powinnaś z nim…
- Niee! – Wydarłam się. – Michael, obiecaj mi, że nie powiesz mu gdzie mieszkam. – Ułożyłam dłonie jak do modlitwy.
- Ale, on…
- Michael proszę… - Ściszyłam ton głosu i uklęknęłam przed nim.
- Przecież i tak się dowie, prędzej czy później. – Pociągnął mnie za ręce i usiadłam koło niego.
- Wolę później, dużo, dużo później. – Westchnął głośno i oparł się bezradnie o kanapę.
Stella zdążyła już przynieść nam sok i pogadaliśmy chwilę. Dostałam esa, żebym weszła na pocztę, bo mam jakieś zlecenie czy coś w tym stylu.
- Ja się zmywam, bo jestem zmęczona no i za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Dobranoc. – Powiedzieli jednocześnie i się zaśmiali.
Weszłam do tak zwanego gabinetu, chociaż ja nazywam go puszką Pandory. Odpaliłam komputer i czekałam aż mnie zaloguje. Odczytałam maila od mojej agentki i myślałam, że się zsikam z radości. Krzyknęłam na cały dom, a z dołu słuchać było jak się ze mnie śmieją. Jutro mam taką mini sesję, do czasopisma Bravo, tak wiem obciach, ale z kim? Normalnie cud, miód i orzeszki
- Co się stało? - Zapytała Stell patrząc na mnie jak na wariatkę, chłopak oparł się o framugę drzwi i również mi się przyglądał.
- Mam taką mini sesje, będę tylko w tle, ale wiecie z kim?
- No…
- Z Taylorem Lautnerem. – Zaczęłam się cieszyć jak małe dziecko. Uwielbiam go, jako aktora, ale jaki jest poza ekranem? Rozumiecie, poznam jednego z najprzystojniejszych chłopaków i będę z nim miała zdjęcia.
- Jeśli wrócisz do domu, bez jego numeru telefonu, to…
- Sorki, ale ja nie podrywam facetów dla zakładów.
- Jak chcesz…
- Ale zobaczysz, że jeszcze zawita do nas do domu.
- Może od razu do Twojej sypialni? – Rzuciłam w nią jakimś ołówkiem i prychnęłam głośno.
– Kobieto, tobie przyda się seks w życiu, ty od ponad dwóch lat nie masz życia towarzyskiego – Usiadła na kanapie, która stała w rogu pokoju i spojrzała na mnie uważnie.
- Ja? A ty to co, sama powtarzałaś jak brakuje Ci Michael, że chcesz poczuć zapach jego perfum, wtulić się w jego tors, pocałować namiętnie, a na końcu wylądować pod mięciutką pierzynką. – Cała zrobiła się czerwona, a Michael patrzył to na mnie, to na Stell i się szczerzył.
- Tego ostatniego nie mówiłam.
- Ale myślałaś.
- No to co? – Zakryła usta swoimi dłońmi i skarciła mnie wzrokiem. Podniosłam dłonie do góry jak jakiś przestępca i wyłączyłam sprzęt.
- To udanej nocy gołąbki, tylko nie za głośno, bo muszę wcześnie wstać.
Od razu położyłam się na mięciutkie łóżko, nie miałam siły się przebierać, kąpać ani nic w tym guście. Od razu odpłynęłam w krainę pięknego snu…
______________________
Tak jakoś dzisiaj strasznie mi się nudziło i napisałam kolejny rozdział ^^ . Może nie za cudowny, bo był pisany na szybko, ale jest ; )
Mam do was pytanie, umie ktoś zmienić kolor włosów na zdjęciu ? Podobno można zrobić w Photoshopie, ale ja tego programu wgl nie ogarniam ;c . A bardzo potrzebuje zdjęcie przerobić xd
  • awatar Gość: Tytuł ♥
  • awatar Bitch, please ♥: @Hermiona i Draco -zmieniłam się ...: Hah, chyba przez te święta, bo w sumie nic takiego wyjątkowego się tutaj nie wydarzyło ^^
  • awatar Życie jest jak gra w karty: Cudnooooooo nie no ten rozdział pobija wsyskie jakoś lepiej mi się go czyytało może to przez ten nadchodzący świąteczny chaos
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

Oczami Stelli
- Jejj. – Powiedziałam sama do siebie po obejrzeniu całego wywiadu. Wiedziałam, że się popłacze jak zadała pytanie o Justinie, mam nadzieję, że nie zamknie się w sobie tak jak poprzednio i będzie żyła dalej. Poczłapałam z powrotem do swojej sypiali i ubrałam się w coś wygodnego, ktoś musi wyprowadzić Smiley na spacerek, a że jej Pani pracuje, to wypada na mnie. Klucze i dzwoniący telefon schowałam do kieszeni i zabrałam smycz psinki. Chwila, dzwoniący?

*Rozmowa telefoniczna*
- Halo? – Zapytałam zamykając drzwi na cztery spusty.
- Stella? Cześć. – Klucze wypadły mi z rąk i otworzyłam szeroko oczy.
- Mi…Michael?
- Nie, Madonna, słuchaj słyszałem, że jesteś w Atlancie?
- No tak, a skąd wiesz?
- Oglądałem z Justinem wywiad no i Cloe powiedziała, że przeprowadziła się z przyjaciółką, więc pomyślałem, że chodzi o Ciebie. – Powiedział wszystko na jednym tchu.
- Michael, ale oddychaj ok? Co tam u Ciebie słychać? Dawno nie rozmawialiśmy. – Powiedziałam idąc w stronę parku.
- Od kiedy dowiedziałem się, że mieszkasz tam gdzie ja to… jest po prostu zajebiście.
- Ale… jak… ty…. On…. Wy…. Cooo?
- Ej spokojnie, tak mieszkamy w Atlancie. Może się spotkamy, i wiesz… może uda nam się…
- Możemy się spotkać, ale ja nie znam jeszcze tego miasta. Moja trasa ogranicza się od domu do parku.
- A jaki to jest park?
- Taki zielony.
- Nie no co ty? A ja myślałem, że pomarańczowy. – Zaśmialiśmy się.
- No to jest taka wielka srebrna brama, skatepark ma chyba z kilometr i….
- Skatepark? Chodzi o Park wolności?
- Yyy… a skąd ja mam wiedzieć jak on się nazywa?
- Pisze nad bramą?
- A no rzeczywiście, dopiero zauważyłam. – Zachichotałam. – To co teraz robisz?
- Idę na spotkanie z tobą będę za jakieś 10 minut, narka.
- Pa.
*Koniec rozmowy telefonicznej*

O rzesz fuck, w morde i kombajny… i co ja mam teraz zrobić? Ubrałam na siebie jakieś stare dresy, a za chwilę przyjdzie facet, za którym tęskniłam ponad rok… To bez sensu. Usiadłam na ławce i spuściłam psa ze smyczy, chowając od razu twarz w dłonie. Poczułam ciepły dotyk na ramieniu, ale bałam się spojrzeć do góry. Westchnęłam głośno i oparłam się plecami o oparcie ciemno brązowej ławki.
- Dlaczego? – Wydusiłam nie patrząc na niego.
- Ale co? – Zapytał zdezorientowany.
- Dlaczego wyjechałeś z tej pieprzonej Kanady?
- Ja… ja… musiałem.
- Nie Michael, nie musiałeś. Ty po prostu chciałeś.
- Stell to nie tak, Justin mnie potrzebował i no... sama rozumiesz. – Pokręciłam przecząco głową i prychnęłam pod nosem.
- Co, pan wielka gwiazda przypomniał sobie o tobie po roku i od razu na zawołanie do niego przyjechałeś?
- On nigdy nie zapomniał o mnie, o nas, o Cloe. – Spuścił wzrok na swoje brudne od piachu buty.
- O Cloe? O niej zapomniał, jako o pierwszej. – Wrzasnęłam i skierowałam się do wyjścia z parku.
- Zaczekaj, to nie tak. Bo on… on o niej pamiętał i dalej pamięta. Ale możemy, chociaż na chwilę nie rozmawiać o nich, tylko o…. o NAS?
- Michael, nie ma NAS. I nie wiem czy są szanse, żebyśmy kiedykolwiek znowu byli razem. Zostawiłeś mnie w najtrudniejszej chwili w moim życiu… - Łzy spłynęły po moich blado różowych policzkach
- Co się stało?
- A po co Ci to nagle wiedzieć? Straciłam najbliższą rodzinę, nie miałam pieniędzy, domu. Tylko Cloe i jej mama uratowały mnie przed wylądowaniem pod mostem przy biedronce. Za co jestem im niezmiernie wdzięczna. – Kolejna porcja łez spłynęła po moich policzkach.
- Ja.. ja nie wiedziałem… przepraszam.
- A skąd miałeś wiedzieć? To, że czasem zamieniliśmy się kilkoma zdaniami, nie znaczyło, że wszystko wiesz, i że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Trudno mi było o tym rozmawiać w cztery oczy, a w brew pozorom przez telefon jest jeszcze trudniej. Nie mogłam Ci powiedzieć, bo od razu chciałabym się w Ciebie wtulić, ale wiedziałam że to nie możliwe. Wypłakiwałam się rękaw Cloe, albo w poduszkę.
- Ale jestem teraz to nic dla Ciebie nie znaczy? – Spojrzałam na jego twarz pełną bólu i cierpienia.
- Michael… już nic nie będzie jak dawniej. – Powiedziałam spokojnie i bez emocji, ale w środku aż krzyczało wszystko: Żuć się na niego, przytul, pocałuj, zaciągnij w krzaki… zrób cokolwiek, żeby z nim być…
- A nie możemy chociaż spróbować? Nie tylko tobie było ciężko, ja też cierpiałem. Mimo, że przeszedłem mniej niż ty, też odczuwałem ból w sercu i nic nie było takie samo. Odwróciłem się o 180 stopni, czego strasznie żałuję. Ale jeśli chcesz, żebym zniknął to zrobię to. Postaram się, Cię unikać, ale będzie to trudne, bo mieszkam niedaleko i o ile wiem, ty też. – Przymknęłam mocno powieki i zacisnęłam dłonie na za dużej o kilka rozmiarów koszulce. Wyglądałam jak jakieś Emo z opuszczoną głową i rozmazanym tuszem na oczach.
- Michael… - Powiedziałam łamiącym się głosem, odwrócił się w moją stronę i podniósł głowę na moją twarz. – Przytul mnie. – Powiedziałam prawie niemym głosem.
- Naprawdę za Tobą tęskniłem. – Wyszeptał mi do ucha, a ja przylgnęłam do niego jeszcze mocniej.
- Ja za tobą też. – Staliśmy tak sporo czasu, i stalibyśmy jeszcze dłużej gdyby nie zadzwonił mój telefon. – To Si.
- Odbierz. – Odsunął się lekko ode mnie i wpatrywał w śpiącego na trawce Yorka

*Rozmowa telefoniczna*
- Stell? Gdzie ty do czorta jesteś?
- Ymm… z psem w parku a co?
- Co? Nie ma cię ponad trzy godziny?
- Bo musiałam coś przemyśleć?
- A musimy zadawać pytania?
- Tak?
- Dobra nieważne, za ile będziesz?
- Za jakieś 15 minut –powiedziałam, przerywając tym samym głupią wymianę zdań pytających. Rozłączyłam się bez pożegnania i schowałam telefon do tylnej kieszeni.
*Koniec rozmowy telefonicznej*
________________
Na prośbę jednej z czytelniczek dodałam przedwcześnie rozdział ^^ . *Jak tam u was ?* U mnie po prostu bosko, tyle ocen dzisiaj w szkole nazbierałam, że ho ho ; > . I ogólnie było śmiesznie ze względu na ten cały ''koniec świata''. *Wierzyliście w to?*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 

Oczami Justina
- Ejj Justin złaź szybko, musisz to zobaczyć! – Wydarł się Michael, który siedział na kanapie i opierał swoje brudne stopy o stół.
- Czego? – Usiadłem koło kumpla i wycierałem mokre włosy, które wywołują orgazm u niejednej dziewczyny. Wiem, że są zajebiste, piękne i w ogóle, ale żeby podniecać się na sam widok jak potrząsam głową? To trochę chore… – O rzesz w mordę! – Krzyknąłem otwierając buzię, która wylądowała prawie na dywanie. Moje oczy rozbłysły jak miliony telefonów komórkowych na moim koncercie.
- Zamknij się tylko oglądaj.

*Wywiad z Cloe*
- A więc jesteś nową twarzą Elite, jak się z tym czujesz?
- W sumie to nieźle, poznałam już bardzo miłych ludzi i mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań swoich pracodawców. W końcu przygarnęli mnie pod swoje skrzydła jestem im coś winna.
( … )
- A co z Twoim życiem prywatnym?
- Wczoraj przeprowadziłam się z rodzinnej Kanady, tam zostawiłam swoją mamę, która jest wspaniałą kobietą i wspiera mnie we wszystkim co robię. A tutaj zamieszkałam razem z moją przyjaciółką, ale traktuję ją jak własną siostrę.
- Stella tutaj jest? – Wydarł się Michael, uciszyłem go swoją stopą i słuchałem dalej.
- Widzę, że masz naszyjnik z literką „J” czy to jest inicjał twojego wybranka.
- Trudno mi o tym mówić. Po rozstaniu pozbierałam się dopiero tydzień temu. Nie było łatwo – Pociekły jej łzy, które od razu starła dłonią.
- To dlaczego dalej go nosisz?
- Bo obiecałam, że go nie. Mam go na szyi dokładnie dwa lata i przez ten czas ciągle wisi na mojej piersi.
- Czyli jesteś bardzo sentymentalną osobą?
- Zgadza się.
- A powiesz nam coś więcej o tym chłopaku? Jak się nazywa? Dlaczego się rozstaliście?
- Nie chcę o nim opowiadać, a tym bardziej go oczerniać, mimo że potraktował mnie jak… no nie urywajmy, jak szmatę. – Walnąłem się z pięści w czoło, ona ma racje… Głupi, głupi… nie… pojebany Bieber. Mówiłem sobie w myślach i strzelałam głupie miny, bo Michael się spojrzał na mnie, jak na swoje odbicie w lustrze, gdy przegląda się tuż po obudzeniu.
- No to lepiej zmieńmy temat, bo robi się gorąco. Kiedy masz najbliższy pokaz mody, albo sesję zdjęciową?
- Z tego, co wiem to pod koniec tygodnia, będę pozowała dla jednego z magazynów. Ale nie powiedziano mi jeszcze szczegółów.
- Jak zareagowałaś na wieści, że dostałaś szansę współpracowania z jedną z najsłynniejszych agencji?
- Na początku myślałam, że to są jakieś żarty. Ale po otrzymaniu telefonu z potwierdzeniem nie mogłam w to uwierzyć i bez wahania przyjęłam propozycję. To było naprawdę cudowne uczucie, i trudno jest je opisać.
- A jak te wieści przyjęli twoi najbliżsi?
- Moja mama była ze mnie dumna, że nareszcie stanę się samowystarczalna i wylecę z rodzinnego gniazda, ale jednocześnie się martwiła, bo ostatnimi czasy nie było ze mną najlepiej. Oprócz rodziny wspiera mnie przyjaciółka, to ona była ze mną w tych trudnych chwilach. Sama przeżyła podobną sytuację, co ja, do tego doszły również inne „utrudnienia”, ale ona potrafi ukrywać uczucia, za co ją podziwiam, bo sama chciałabym mieć taką cechę, mimo, że nie jest to najlepszy sposób na odreagowywanie.
- Masz sporo przyjaciół?
- Takich prawdziwych przyjaciół od serca to mam tylko piątkę… przepraszam teraz trojkę, ale to mi w zupełności wystarczy. Mogę im powiedzieć wszystko i za to im dziękuję. Niestety dwoje z nich wyjechało na studia, ale to nam nie przeszkadza w utrzymywaniu kontaktu i często ze sobą rozmawiamy.
- A co z wrogami?
- Staram się unikać konfliktów, ale przyznam, że potrafię pokazać pazurki. – Zaśmiała się melodyjnie i puściła oczko do kamery.
- A jeśli chodzi o tego chłopaka na literkę J, to, do jakiej grupy go zaliczysz?
- Zawsze będzie w wyjątkowym miejscu w moim sercu, ale to już przeszłość i staram się o nim zapomnieć. Czasu nie cofniemy, sam wybrał taką drogę, a nie inną. A jeśli kogoś kochamy to pozwalamy mu odejść… – Popłakała się i schowała twarz w dłonie. Prezenterka podała jej chusteczki i poklepała po udzie na otuchę. Zadowolony JB jesteś? Przez Ciebie poryczała się w telewizji… nieźle zaczyna karierę. Na jej miejscu przyszedłbym na koncert, w której główną atrakcją jestem JA, stanął w pierwszym rzędzie i rzucił wazonem z kwiatami prosto w moją fryzurę, wazon koniecznie musi być na gwarancji (żeby jak coś kasę odzyskać), a kwiatki zabrać do domu, bo szkoda by ich było na kogoś takiego jak.
- A więc to już koniec naszego programu. Dziękujemy Cloe za przybycie i za wywiad. Zapraszam za tydzień, a w nim pokażemy młodą gwiazdę: Justina .
*Koniec wywiadu*

- Stary, czemu nie powiedziałeś mi, że ona aż tak to przeżywała? – Schowałem twarz w dłonie i zachciało mi się płakać.
- A co było jak tutaj przyjechałem? Teraz cytuję „Michael ustalmy jedno – ani słowa o Cloe w moim towarzystwie”. Więc nic nie mówiłem tak jak chciałeś. Ale skoro chcesz to mogę ci streścić jej stan, po tym jak wyjechałeś.
- Dawaj. – Niepewnie wydukałem i oparłem się o oparcie kanapy.
- A więc przez pierwsze miesiące nie chodziła do szkoły, miała prywatne nauczanie, co i tak nic jej nie dało i nie pokazywała postępów. Nie jadła, nie piła, aż się dziwiłem, że jeszcze oddychała. Miała problemy z sercem i często mdlała, podobno mogła dostać zawału, rozumiesz to? W wieku 16-17 lat zawał? Tak przynajmniej mówili lekarze. Kilka razy chciała się ciąć, wiem, bo powiedziała mi, ale nigdy nie miała wystarczająco siły na to, jej matka zrezygnowała na rok z pracy, żeby zająć się córką i ją chronić, no powiedzmy, że udawało się jej. Potem wyglądała jak trup, cała blada, podpuchnięte oczy od płaczu i suche usta. Kontynuować?
- Nie. – Powiedziałem stanowczo i się poryczałem. Jaki ja byłem… nie…, jaki ja jestem pojebany, że zrezygnowałem z własnego życia na rzecz kariery, która i tak już wygasa, bo nie mam, z czego czerpać inspiracji. A teraz? Teraz już jest za późno…
- Ej JB, weź się w garść. Przeżyłeś te dwa lata, to przeżyjesz też resztę jak by nic się nie stało. Do tego czasu świetnie Ci to wychodziło.
- Taa… ty nie widziałeś mnie przez pierwszy rok. Może i szczerzyłem się do kamery gadałem, jaki to ja jestem szczęśliwy, ale to nie była prawda. Potem ty przyjechałeś i było mi łatwiej, teraz jak ona znowu pojawiła się w moim życiu to nic nie będzie takie samo…
- Stary nie wiem jak ty, ale ja muszę zadzwonić. – Zmienił nagle temat i wyją iphona z kieszeni, chwila on jest mój. To już wiem, gdzie on zniknął miesiąc temu, przez niego nie mogłem dodawać tweedów przez dwie godziny.
- Do kogo?
- Jak to, do kogo? Do Stell, może i rozstałem się z nią rok temu, ale ciągle utrzymywaliśmy kontakty, może i nie były najlepsze, ale zawsze coś… - Teraz mam jeszcze poczucie winy, że rozstał się z nią. Po prostu jestem… a zresztą nie da się tego pisać.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Bo jak byś usłyszał o Stell, to od razu byś pomyślał o Cloe.
- Fakt. – Wytarłem mokre policzki i poszedłem do łazienki się ubrać.
  • awatar Gość: DRid2e Very good post.Thanks Again. Keep writing.
  • awatar Gość: We're a group of volunteers and starting a new scheme in our community. Your site offered us with valuable information to work on. You have done an impressive job and our entire community will be thankful to you.
  • awatar Gość: Pretty! This was an extremely wonderful post. Many thanks for supplying these details.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 

*Słyszeliście o tym filmie?* Ja jak byłam w kinie w sobote, to akurat leciał zwiastun. Już nie mogę się doczekać, aż wyjdzie, bo zapowiada się świetnie *,* . Galerianki mi się podobały, a to jest coś pod kątem tego ... takie młodzierzowe sprawy xd . No i ten aktor co gra młodego ojca jest całkiem, całkiem ; > *A wy zamierzacie się wybrać?*


*I dla tych co nie wiedzą*
'' 17-letnia Natalia urodziła dziecko. Ale to wcale nie była "wpadka". Natalia ciążę zaplanowała, bo chciała mieć kogoś do kochania. Razem ze swoim chłopakiem - maturzystą Kubą, próbują podołać obowiązkom rodziców, choć sami jeszcze na dobre nie dorośli''
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

nadzwyczajnaaa
 
my.sweet.world
 



bo podobno lubiisz Libera ! Jest genialnaaa <3
  • awatar Bitch, please ♥: @` maybe .<3: Oni we dwujkę są świetni ♥
  • awatar ` maybe .<3: @Bitch, please ♥: coś pięknegoo ♥ ohh .! *.* Ejj też Go lubię ! xD <3
  • awatar Bitch, please ♥: @` maybe .<3: Ojj tak ! Raz byłam na jego koncercie, omnomnom *.* . Świetne piosenki ma też z doniu [ nie wiem jak się go odmienia ] xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Zajechałyśmy pod niewielki dom, ale jak na dwie osoby to i tak był za duży. Wkoło był ogrodzony kamiennym płotem, a podjazd z ozdobnej kostki brukowej. Na tyłach był niewielki basen, i altanka, która wyglądała jak mała wersja domku rodzinnego. Wkoło pełno drzew i innej zieleni, która dawała prywatność i ukojenie.
- A więc ja pierwsza wybieram pokój. – Powiedziałam pewna siebie i weszłam do mieszkania. Salon był w kolorach pomarańczy i żółci. Do tego ciemne, czarne meble i kanapa z fotelami ze skóry. Kuchnia była bardzo jasna, z oliwkowymi ścianami, białymi meblami i podłogą, do tego eleganckie szare marmurowe blaty. Na dole znajdowała się też łazienka, dwa puste pokoje, z którymi nie mamy pojęcia, co zrobimy i zejście do piwnicy gdzie prawdopodobnie jest pralnia.
Weszłam po schodach, które znajdowały się na wprost drzwi wejściowych i rozejrzałam się dookoła.
Drzwi nr 1 – Coś w stylu gabinetu, pełno szafek z książkami i magazynami, na środku biurko z ciemnego drewna, a na nim nowoczesne sprzęty. Okna, które pokazywały cały widok na nasz piękny ogródek i przy okazji sąsiadów obok. Dobrze że są zasłony, takie królewskie czerwone ze złotymi zdobieniami, na pozostałych ścianach obramowane magazyny.
Drzwi nr 2 - Sypialnia Stelli.
Drzwi nr 3 – Pokój gościnny, niewielki, dwa pojedyncze łóżka, małe stoliki nocne i komoda z kilkoma świeczkami.
Drzwi nr 4 – I ostatni, moja sypialnia, była w ciemnych barwach, z kremowo - szarymi dodatkami. Dodam kilka kolorowych dodatków od siebie, i nie będzie już tak nudno. Różowa pościel w panterkę, tego samego koloru ramki ze zdjęciami i świeczki. W pomieszczeniu miałam jeszcze sporą garderobę, w brązowo –złotych odcieniach. Łazienka też była dosyć duża, ze sporą wanną i prysznicem. Do tego wielkie lustro, szafki itp… Oni chyba znają mnie na wylot - zaśmiałam się w duchu, tylko szkoda, że są dwie umywalki. To przypomina mi, że nie mam faceta…
Po rozpakowaniu wszystkich gratów, co zajęło nam nadzwyczaj dużo czasu, postanowiłyśmy przejść się po okolicy. Zapięłam swoją suczkę na smyczy, chociaż nie było to konieczne, bo chodziła grzecznie przy nodze, ale nie ukrywam, że zdarzyły się jej małe ucieczki…
- Już niedługo nie będziesz miała takiego spokoju. – Stell przerwała ciszę, która towarzyszyła nam w drodze.
- Jak to?
- No teraz będziesz jeszcze sławniejsza niż dwa lata temu.
- Może masz rację. – Zamyślona usiadłam na ławce w parku, który był od naszego mieszkania jakieś 20 minut dalej. Przymknęłam oczy i wsłuchałam się w odgłosy bawiących się dzieci i szczekających psów na mężczyzn z gazetami pod pachą i gorącą kawą w dłoni.

Dzisiaj idę na spotkanie do swoich sponsorów, muszę podpisać kilka papierów i udzielić jakiegoś wywiadu w popołudniowym programie. Ubrałam krótką sukienkę w kratkę, buty na koturnie i kolczyki pasujące do całości. Do torebki tradycyjnie schowałam mały pęczek kluczy, telefon, dokumenty, i portmonetkę. Pomalowałam oczy i nałożyłam niewielką ilość pudru na policzki, do tego błyszczyk i mogłam jechać na spotkanie.
- Stell jedziesz ze mną czy zostajesz?
- Zostaję, zadzwoń później, o której wrócisz. – Wykrzyczała z łazienki, a ja zapakowałam się do swojego wozu. Jechałam ponad godzinę, przez te przeklęte korki.

Po wszystkich formalnościach porobiono mi kilka fotek i skierowano do jakiegoś studia, gdzie mieli przeprowadzić wywiad na żywo. Myślałam, że się zsikam z wrażenia. Nerwy były okropne, nie mogliby zacząć od normalnego wywiadu, gdzie można poprawić to i owo? No nic trudno…sama chciałaś Cloe to teraz cierp... Skarciłam się w myślach.
- Tuż po przerwie, porozmawiamy z nową twarzą agencji Elite. Czy to będzie hit, czy kompletna klapa? Zostańcie państwo z nami.
Powiedziała prezenterka, i od razu podbiegli do niej różni ludzie, żeby poprawić makijaż, włosy a nawet poduszkę, o którą się opierała.
___________________
Rozdział krótki i nudny ^^ Jeszcze można powiedzieć, że się nie rozkręciło. Wczoraj jak wiecie byłam w kinie na 'Atlas chmur', jeżeli ktoś z was zastanawia się czy na to iść to odradzam. Film totalnie nudny, strasznie się ciągnie i trudno połapać się w epokach xd
  • awatar Bitch, please ♥: @Hermiona i Draco -zmieniłam się ...: Dziękuję bardzo, staram się :) @Delivered me .: Ahh, rozumiem. Ja dzisiaj miałam i nauczyłam się czegoś innego, a okazało się, że jest zupełnie z czego innego -,-" Chore, powinna robić z tego co obecnie się przerabia, a nie. Jak ci zazdroszcze! Szczęśliwy numerek w poniedziałek to po prostu mega szczęście xd . Ja jeszcze ani razu nie miałam ;/
  • awatar Gość: PS. Świetny rozdział ; DD
  • awatar Gość: @Bitch, please ♥: Nie mam kartkówki, ale z moją panią to nic nie wiadomo i łatwiej coś ogarnąć ;D < Mamy powtórzenie bo w czwartek SPR. -,- > Na szczęście miałam dziś szczęśliwy numerek *.* Więc cały dzień lajcik ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 

Minęły prawie dwa lata, od kiedy Justin przepadł i nigdy nie wrócił. Widywałam go oczywiście w Internecie, w telewizji, w czasopismach, ale to nie jest to samo. Ja chcę swojego Justina, tego, którego kochałam i ufałam ponad wszystko. Może nie znałam go zbyt długo, ale wystarczająco, aby go dogłębnie poznać, i wiedzieć, jakie są jego lęki. Gdy widzę go przed kamerami ma taki…. Sztuczny uśmiech, nawet nie wiem jak to określić, po prostu, gdy był ze mną inaczej się uśmiechał, no chyba, że to właśnie przede mną miał maskę na twarzy. Sam wybrał takie życie, i mimo, że zerwał ze mną w jeden z najgłupszych sposobów to dalej go kocham. Szaleję za nim, i od kiedy podarował mi wisiorek z literką „J” nie zdjęłam go chociażby na sekundę. Kąpałam się z nim, spałam, wychodziłam na spacery. Tak jakby jakaś część niego była przy mnie, mam jakąś obsesję, ale czy nie czas w końcu zapomnieć?
Stella od roku mieszka ze mną, ponieważ jej dziadek miał wypadek, jak jechał mini ciężarówką z kokosami i jabłkami na stragan. Nie przeżył, mus z owoców był wszędzie. A jej babcia dostała zawału, to był cios dla tej młodej dziewczyny, ale z otwartymi ramionami przyjęliśmy ją pod swój dach i pomogliśmy się jej jakoś pozbierać. To było bardzo trudne, gdyż również Michael ją zostawił i wyprowadził się, podobno gdzieś gdzie mieszka JB, ale na jego prośbę nie udzielił nam informacji gdzie. Wiem, że wystarczyło wpisać w Google, ale gdybyśmy się dowiedziały od razu byśmy chciały tam pojechać. Tak czy siak, ja byłam w zdecydowanie gorszej formie, niż moja przyjaciółka, płakałam całymi nocami, prawie w ogóle nie sypiałam, jadłam jedną kanapkę z masłem na śniadanie, to samo na kolację. A obiad tylko wtedy, gdy był ktoś ze mną w domu, bo wciskali mi go na siłę. Schudłam, strasznie schudłam i nie mam już tych naturalnych wypukłości, co kiedyś. Moja mama jest zaręczona z włoskim biznesmenem i lata z nim w różne delegacje, dzięki czemu rozprowadza też swoją markę odzieżową po świecie. Jon wiedzie studenckie życie razem z Chazem w Miami, mieszkają w kampusie i nie przejmują się życiem. Chociaż ich też zabolało, że Justin, nas dosłownie olał.

- Stell, wyprowadzamy się do Atlanty?
- A co tam jest? – Zapytała zaciekawiona przyjaciółka przeżuwając popcorn.
- Miałabym kontrakt z agencją Elite.
- A co z twoją mamą? Ze Stanford, ze znajomymi?
- Moja mam i tak teraz ciągle podróżuje, a co do znajomych… masz jakiś? Oprócz zwykłych kolegów.
- No nie….
- Czyli postanowione. Jedziemy do USA. – Wydarłam się na cały dom.
- A co z przejazdem, zamieszkaniem, forsą?
- Pojedziemy moim wozem, mieszkanie da mi agencja, a forsę się zarobi.
- No dobra..?! A jak przetransportujemy swoje rzeczy? Przecież moje ciuchy nie zmieszczą się do porsche, a co dopiero twoje.
- Wyluzuj, wynajmiemy jakiś przewóz czy coś w tym stylu. Jakieś jeszcze pytania?
- Tylko jedno…, kiedy jedziemy? – Teraz to ona się wydarła na cały głos, a ja się zaśmiałam.

Właśnie kierujemy się do naszego nowego miejsca zamieszkania, nie było problemu z przekonaniem mojej mamy, bo jak to ona twierdzi: „jesteś już dorosła i odpowiedzialna - ufam Ci”. Tylko, żeby z tą ufnością nie przesadziła, dwie samotne dziewczyny w nowym mieście, w dodatku bez nadzoru dorosłych. Żyć nie umierać.
- Zabierz tą mapę, bo nie widzę jezdni. – Wydarłam się na przyjaciółkę.
- Byłoby łatwiej gdyby ten pies nie siedział mi na kolanach. – Prychnęłam głośno i skupiłam się na jeździe. – Fuuuujjjjjjj! – Wydarła się tak głośno, że zjechałam z właściwego pasa, prawie powodując wypadek.
- Odbiło Ci? Co się stało?
- Ona się zsikała na mnie. – Wyśmiałam ją i jechałam dalej.
- Włącz radio, bo powiewa nudą… i siuśkami. – Zachichotałam, a ona zmierzyła mnie wzrokiem
„Witamy w Atlancie”, taki napis widniał tuż przed moimi oczami. Jechałyśmy ciągle za ciężarówką z naszymi rzeczami, bo inaczej byśmy się zgubiły, potem znalazły, a na koniec wylądowałybyśmy w Las Vegas. W sumie było by ciekawie.
Zaczynamy nowe życie…
______________________
No i jest pierwszy rozdział, krótki, ale jest ^^ . *Macie jakieś plany na weekend?* Ja jutro idę do kina na 'Atlas chmur' z Panem [M] ♥ . A rano jadę z mamą na targ szukać leginsów w renifery *,* . Tak strasznie mi się one podobają, ale nigdzie ich znaleźć nie umiem ; c
  • awatar CherriesCollege♥: Ale się pozmieniało... Paczka teletubisiów się rozpadła.. ;(
  • awatar Pochlonieta marzeniami♥: Bardzo się cieszę, że napisałaś drugą część . : ) Uwielbiam twoje opowiadanie *.* ♥
  • awatar Bitch, please ♥: @anonimowe_imie: Nie, nic takiego szczególnego. Tylko się wygłupialiśmy i tyle ^^ . Właśnie wiem, ale nic takiego fajnego teraz nie leci, a zwiastun wydawała się być fajny. Teraz jak tak myślę to ten refnifer nico już byłby ciekawszy ;D . Przechorujesz szkołe i wyzdrowiejesz na czas wolny. W sumie taki układ byłby chyba dobry ; D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 

Świeże powietrze wlatujące przez otwarte okno samochodu, pełno zieleni i te charakterystyczne uliczki na moim osiedlu w Stratford, tak bardzo brakowało mi tych najmniejszych szczegółów, jakimi są domy sąsiadów, płotek przy domku, trawka w ogródku czy niebo z ptaszkami...
- Nareszcie w domu. – Powiedziałam wyjmując walizki z bagażnika. Zaniosłam je żwawym krokiem do swojej sypialni i pobiegłam do skrzynki na listy, bo już się z niej wysypywało. Do Justina jeszcze nie pójdę, bo pewnie śpi w końcu jest przed czwartą z rana, leniuszek jeden. Jak by nie mógł przyjechać po mnie na lotnisko, ale nie... lepiej jest mieć wiecznie wyłączony telefon.
Usiadłam wygodnie przy stole popijając kawę z mlekiem, kupioną na wynos gdzieś na jakieś stacji benzynowej.
- Rachunki, rachunki, do mamy, do mamy, rachunki, dla Cloe, rachunki, rachunki… chwila wróć. - Mówiłam sama do siebie jak dziecko z kawałkiem orzeszka zamiast mózgu.
Spojrzałam na kopertę i rozpoznałam koślawe pismo Justina.

„Droga Cloe…
Przepraszam, że nie powiedziałem Ci wcześniej, ale to dla mnie strasznie trudne… Nawet nie wiem jak zabrać się do pisania tego głupiego listu. Ok… może inaczej… Jak będziesz czytała ten list, to mnie już na pewno nie będzie, wyjeżdżam z Kanady, prawdopodobnie na stałe. Rozpocząłem własną karierę muzyczną. Tak dobrze czytacz, Usher przygarnął mnie pod swoje skrzydła i pomoże mi wznieść się na same szczyty. Niedługo nagrywam pierwszy singiel, a do niego teledysk, nawet nie wiesz, jaki jestem podekscytowany, ale coś mi się wydaje, że nie chcesz o tym czytać.
Nie zrozum mnie źle, ale czas abym zaczął myśleć o przyszłości i o sobie. Cloe przepraszam, ale to… to koniec, ja pogodziłem się już z tą myślą ty też powinnaś już zapomnij o mnie, zapomnij, że kiedykolwiek się znaliśmy i nie wracaj już do przeszłości. To co się zdarzyło między nami, było naprawdę piękne ale zdecydowanie nie miało to przyszłości. Nie zależy mi już na Tobie, nawet nie wiem czy kiedykolwiek tak było”

Upuściłam kartkę, a łzy napływały mi do oczu. Miałam mętlik w głowie, chaos…
- Zapomnieć? Jak ja mam kurwa zapomnieć? – Wybiegłam z domu i skierowałam się w stronę domu JB.
- Tak, to jest głupi żart, a jak otworzy mi drzwi to od razu mnie przytuli i będzie jak dawniej, pocałuje delikatnie w czoło, tak jak to robił gdy miałam złym humor. Delikatnie będzie mierzwił moje włosy, a ja wtulę się w jego tors i z przyjemnością będę napawała się jego zapachem, za którym tak tęskniłam i dalej tęsknię. – Powtarzałam sobie w myślach, sama nie wierząc w to.

Czekam i wpatruję się w jego dom od ponad godziny, na marne. Nikt mi nie otworzy, nie przywita mnie. Nie powie, jak bardzo tęsknił, nie pocałuje mnie czule w nosek i szepnie, cichego Kocham Cię, nie powie już do mnie mój skarbie, kochanie czy aniołku, nie skarci mnie bez powodu i nie puści niepotrzebnego focha na moją osobę…, Czyli to prawda, zostawił mnie. A ja głupia odliczałam dni, godziny, minuty a nawet sekundy do spotkania z nim, a przebyty czas był tylko chwilą abym dowiedziała się, że straciłam wszystko. Miałam być tutaj punktualnie o 10 dokładnie w tym miejscu, w którym obecnie stoję. Zamiast uśmiechu mam łzy wylewające się hektolitrami przepełnionych pustką i samotnością, żadna gąbka na świecie ich nie wchłonie…
Padłam na kolana i zaniosłam się jeszcze głośniejszym szlochem, już nic nie będzie takie samo. Moje życie w jednej sekundzie stało się za przeproszeniem „wielkim gównem”. Gdy wyjeżdżałam zostawiłam przy nim kawałek siebie, i już tego kawałka nie odzyskam. Wyjechał, wyjechał na stałe zapominając o tym, co nas łączyło. Po co bawił się mną i moimi uczuciami skoro nigdy naprawdę mnie nie kochał?

„To już jest koniec nie ma już nic jesteśmy wolni możemy iść,
to już jest koniec możemy iść jesteśmy wolni, bo nie ma już nic…”

____________________
No więc to już jest koniec ... i jak wam się podobało ? Macie jakieś pytania, zastrzeżenia ? Myślę nad pisaniem części drugiej, ale o tym dodam posta jutro bądź w piątek ; ] .
  • awatar CherriesCollege♥: Nie spodziewałam się tego.. Szkoda mi związku z Justinem, ale zachował się w huj nie w porządku. ://
  • awatar ` maybe .<3: zajebistee ! Więceeeej ♥
  • awatar anonimowe_imie: @Bitch, please ♥: no wzruszyło wzruszyło, to było wspaniałe , piękne. wgl .. lubię w jaki sposób piszesz opowiadana/rozdziały są cudowne, boshh ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Do zabawy wytypowała mnie http://a.smerfetka.pinger.pl/ .

No więc, zabawa polega na tym, że odpowiadamy na następujące pytania + ja pod spodem dodam kilka swoich ; D . Jeżeli mamy taką potrzebę, możemy dołączyć jakąś inspiracje ^^ . Następnie typujemy następnych graczy, a oni następnych ; >

*Pytania

1. Jesteś starroświecka ?
2. Twój ulubiony kolor ?
3. Miałaś kiedyś zboczony sen ?
4. Jesteś zakochana ?
5. Ulubione lody ?
6. W czym wolisz chodzić: obcasy czy płaskie ?
7. Jakiej muzyki słuchasz ?
8. Za co kochasz święta ?
9. Dlaczego piszesz bloga ?
10. Polecasz jakieś strony z opowiadaniami ?
11. Masz zwierzaka ?
12. Twoje 2 imię ?

*Moje odpowiedzi

*1.* Wydaje mi się, że nie. Nie przepadam za starymi rzeczami. Chociaż ostatnio zaczynam chodzić w mamy ciuchach, które są dość stare ... no i niekiedy mam faze na stare piosenki ^^ .
*2.* Zdecydowanie fioletowy !
*3.* Hahah, tak. Nawet dość sporo ; o . Ale lepiej nie będę o tym mówić xd
*4.* Szczerze to nie wiem, może to dziwne jak na dziewczynę w moim wieku, ale po prostu nigdy nie byłam zakochana. Zawsze miałam chłopaka od tak, żeby po prostu mieć ... Ale niedawno poznałam pana 'M', pisałam o nim jakieś dwie notki wcześniej. I po prostu z nim jest jakoś inaczej. Nie potrafię go okłamać, tak jak innych i baardzo mi zależy na tym, żeby się ze mną spotkał, albo chociaż w szkole porozmawiał.
*5.* Straciatella z owocami, bitą śmietaną, kokosem i słonecznikiem. Mm!
*6.* Zdecydowanie płaskie. Od czasu do czasu ubieram na obcasie, ale czuje się wtedy za wysoka.
*7.* W sumie nie mam jakiegoś określonego gatunku.
*8.* Prezeeenty! Chyba każdy to lubi. No i miłe jest to, że cała rodzina siada przy jednym stole. Wszyscy mogą porozmawiać, panuje taka miła atmosfera. Jest dużo jedzenia, a ja uwielbiam jeść!
*9.* Hm, w sumie sama nie wiem. To jest takie oderwanie od rzeczywistości. I takie miłe jeżeli wiesz, że ktoś go czyta.
*10.* Pewnie ! Takie 3 moje ulubione:
+ http://infinitesmilee.pinger.pl/
+ http://darencjo16.pinger.pl/
+ http://bloggowaniemua.pinger.pl/
*11.* Tak . Kota - Tiger, Królika - Tobi , Rybkę - Eustachy ; >
*12.* Klaudia .

*Osoby wytypowane przeze mnie Ale oczywiście do zabawy zapraszam każdą chętną osobę ; )
http://bloggowaniemua.pinger.pl/
http://infinitesmilee.pinger.pl/
http://darencjo16.pinger.pl/
http://irminka1005.pinger.pl/
http://najaranawspomnienami.pinger.pl/
http://nadzwyczajnaaa.pinger.pl/

+ Jeszcze takie dwa pytanka ode mnie.
13. Jakie blogi najbardziej lubicie ? W sensie, że co ma być w nich zawarte, żeby was zaciekawiło.
14. Wasz ideał chłopaka/dziewczyny ? Wiem, że ideały nie istnieją, ale każdy takiego posiada xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Idę po czerwonym dywanie i mijam wszystkie sławy, dziwne uczucie wymienić się spojrzeniem i uśmiecham np. z taką Beyonce, Timberlakiem, czy Madonną. Czuję się jak szara myszka, w otoczeniu takich gwiazd. Bo kim ja jestem? Zwykła dziewczyna z Kanady…
- Cześć ty jesteś Cloe? Córka Demi Strought? – Kiwnęłam tylko głową i wpatrywałam się w osobę stojącą przede mną. Była dziwnie znajoma.
- Jestem Selena.
- Ta z Disneya?
- Tak, ale nie lubię jak ludzie kojarzą mnie z tego programu.
- Ja Cię akurat kojarzę z tej piosenki Naturally. Ale jak się powie Disney, to wszyscy wiedzą o co chodzi.
- No i tutaj masz rację. Ale mam pytanie, bo nie mogę znaleźć twojej mamy.
- No wal.
- Chciałabym, aby zaprojektowała dla mnie coś niesamowitego, na galę MTV.
- Pogadam z nią, ale myślę, że to nie będzie problem.
- Świetnie. – Przytuliła mnie, a paparazzi zdążyli uchwycić kilka fotek. Wymieniłyśmy się telefonami i skierowałyśmy do wejścia na sale.

Siedziałam i co sekundę zerkałam na zegarek, z nadzieją, że już za chwilę usłyszę i zobaczę Justina. Chyba jestem od niego uzależniona, ciągle jest mi go mało. Powinnam się leczyć, czy coś w tym stylu, bo ja tak dłużej nie wytrzymam.
- Mamuś?
- Tak – Zapytała nie odrywając wzroku od wybiegu.
- Czy twoja propozycja jest dalej aktualna? – Zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście, że tak. Ale jesteś pewna? – Pokiwałam twierdząco głową, skoro i tak już robię głupoty w swoim życiu to jedna więcej nic nie zmieni.
- A więc gratuluję skarbie, jesteś nową twarzą mojej kolekcji. – Uśmiechnęła się promiennie- Zdajesz sobie sprawę, że to ty będziesz pokazywana głównie w magazynach, będą przeprowadzać z tobą wywiady itp.?
- Tak wiem, ale mszę się czymś zająć przez wakacje. Nie mogę ciągle myśleć o… - Zacięłam się.
- O Justinie? Skarbie, nie przejmuj się, wrócimy do domu i wszystko będzie jak dawniej, tylko że mnie niestety częściej nie będzie w domu. Ale poradzisz sobie sama, w końcu już jesteś dorosła. – Przytuliła mnie i obdarowała gorącym uśmiechem.
- A i jeszcze jedno. Selena Gomez chce z tobą współpracować.
Pogadałam z nią jeszcze chwilę i wróciłyśmy całe zmęczone do hotelu. Pokaz trwał nadzwyczaj długo, do tego konferencja prasowa, mały bankiet i pełno zdjęć.

Usiadłam przy laptopie nie rozbierając się wcześniej, bo i tak byłam już spóźniona.
- Już myślałam, że nie zadzwonisz.
- Żartujesz? Jak było na pokazie?
- Świetnie poznałam kilka ciekawych osób, i zostanę…
- Kim?
- Zostanę „modelką” przez wakacje. Muszę, jakoś odizolować się od myśli. Ciągle ty w nich jesteś, a ja tak dłużej nie mogę. Kocham Cię, ale oh…. To takie trudne – Zakryłam twarz w dłonie i się popłakałam.
- Ej Cloe, spokojnie. Ja cię rozumiem. Ale nie zapomnij o mnie.
- Nigdy…
Porozmawialiśmy jeszcze spory kawał czasu, ale musiałam iść spać. Jutro wielkie wejście Smoka Cloe. Tak… zostanę przedstawiona w jakimś programie i muszę udzielić wywiadu.

Właśnie jesteśmy w Hiszpanii, a moja tak zwana kariera rozkwita. Traktuję, to jako przygodę. Udało mi się cieszyć wakacjami, ale nie zapomniałam o JB. Dzwoni do mnie coraz rzadziej, właściwie to od tygodnia nie mogę się z nim skontaktować, na komunikatory wcale już nie wchodzi, nie odpisuje na meile ani na esy...Zdecydowanie coś jest nie tak.

*Rozmowa telefoniczna*
- Stell? Cześć.
- Cloe? No nareszcie, ile można czekać na jakieś oznaki życia?
- Dzwoniłam, ale nie miałaś zasięgu czy coś. Gdzieś ty była?
- Jestem u rodziny na jakieś kompletnej wiosce, pełno bydła, smród z krowich placków i kury, które ciągle gonią mnie jak idę do nich z wiadrem ziarna.
- A pomyślałaś, żeby to ziarno im wysypać?
- Eeee….
- Nie no udana jesteś. Ale nie ważne, wiesz może co się dzieje z Justinem? Ostatnio prawie w ogóle nie rozmawiamy.
- Nie mam pojęcia, ale nie martw się wszystko będzie ok.
- No nie wiem… A co u Michaela i mojej małej Smiley?
- Oni są ze mną tutaj, nawet nie wiesz jaką mam polewkę z Michaela. Ostatnio tańczył z kurą, a dzisiaj próbuje dosiadać krowy. Mam pełno filmików, więc będziesz miała co oglądać.
- To świetnie. Ja kończę, zadzwonię jeszcze do Jona. Pa.
- Narka
*Koniec rozmowy telefonicznej*

Z Jonem nie rozmawiałam długo, ale on też nie ma żadnych wieści od Justina, to samo Chaz… No ja nie wiem. Teraz to już się martwię. Wytrzymam te ostatnie trzy dni, wrócę do Kanady i wszystko wyjaśnię… chyba…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Właśnie stoję na zaludnionym lotnisku, wszyscy w pośpiechu szukają swoich znajomych, bagaży i oczywiście odpowiedniego wejścia do samolotu. Od ponad godziny stoję przytulona z Justinem, z myślą, że za chwilę rozstaniemy się na prawie miesiąc, a niegdyś nie odstępowaliśmy się na krok. Z resztą przyjaciół pożegnałam się już wcześniej, cieszę się z tej podróży, ale czy to jest słuszne opuszczać rodzinną Kanadę na rzecz Europy?
- Justin boję się. – Powiedziałam przez szloch.
- Nie ma, czego, to tylko miesiąc.
- Tak wiem, ale ja czuję, że coś się wydarzy. Coś… dziwnego, i to przyjdzie tak nagle. – Porcja łez spłynęła po moich rozpalonych policzkach.
- Pamiętaj, że po mimo wszystko Cię kocham i o tobie nie zapomnę. Są przecież…
- Telefony, komputery, poczta. Tak wiem, ale to nie jest to samo. – Przytulił mnie jeszcze mocniej do swojej piersi.
- Pasażerowie linii 112 …. Bla bla bla…
- To twój lot. – Odwrócił mnie tyłem do siebie i założył wisiorek z literką „J”
- J… jak Justin?
- No.. tak, nie zdejmuj go nigdy. Wtedy będę przy tobie. – Przytuliłam go, i wyjęłam z torebki naszyjnik z „C”
- Trzymaj, dostałam go na urodziny, ale chcę żeby Ci coś o mnie przypominało. – Wystawiłam język, a on pocałował mnie ostatni raz, tak jakbyśmy nie mieli się już nigdy spotkać.
- Córcia, pośpiesz się. – Powiedziała moja mama, nie ukrywając żalu, że odciąga mnie od tego, co kocham, a dokładniej kogo kocham. Sama zdecydowałam się na takie wakacje, więc nie powinna się przejmować, ale takie są matki, martwią się o ciebie nawet jak wychodzisz przed własny dom się pobawić z przyjaciółmi.
- Kocham Cię. – Wyszeptał ostatni raz, wpatrując się w moje szklane oczy.
- Ja ciebie też. – Puściłam jego dłoń i ciągle na niego patrząc ruszyłam w stronę samolotu. Łzy zasłaniały mi całe otoczenie, ostatni raz spojrzałam na jego twarz, w której malował się ból. Uformował kształt serca i uklęknął na kolana zakrywając się dłońmi. Chciałam do niego podbiec, ale mama pociągnęła mnie lekko za nadgarstek i weszłyśmy do wąskiego korytarza. Już za późno i nie ma odwrotu.

Europa – tyle atrakcji turystycznych, pięknych wystaw sklepowych i szczęśliwych ludzi mijających mnie nie mając pojęcia, co czuję. Właśnie stoję przy wieży Eiffla, a łzy spływają mi po policzkach, nie zatrzymuję ich, bo, po co?
Miasto miłości i uczuć, a ty jak idiotka nie cieszysz się ze spędzonych tutaj chwili. Teraz wiem, że zrobiłam głupstwo wylatując na te tak zwane „wakacje”. Wolałabym siedzieć na zwykłej ławce, w zwykłym parku byleby być z Nim. Z osobą, której oddałam się w całości. Zostawiłam spory kawałek mojego serca w jego osobie i żadne, nawet najwspanialsze miejsce nie załata tego uczucia pustki.
Przemierzałam alejki pięknego Paryża, ale szkoda, że ja tego piękna nie dostrzegam. Robię zdjęcia, nagrywam krótkie filmiki, może jak kiedyś na nie spojrzę to zrozumiem, że to nie był taki głupi pomysł?

Siedzę w pokoju hotelowym i szykuję się na jeden z poważniejszych pokazów w Paryżu. Pokażą najlepsze dzieła, najwspanialszych projektantów, jakimi są Dolce & Gabbana czy Lui Viton, a wśród nich już nie taka skromna jak kiedyś, kolekcja mojej mamy. Weszłam na swojego laptopa i od razu uruchomiłam wszystkie możliwe komunikatory. Nikogo nie było, żadnej wiadomości, nic. Pustka powiększyła się jeszcze bardziej. Wszędzie gdzie tylko mogłam wpisałam „Tęsknię za wami, to jednak najgłupsza decyzja w moim życiu”. Porcja łez po raz kolejny zawitała na moim ciele. Przetarłam je szybko i udałam się do świty mojej mamy, aby zrobili mi makijaż i fryzurę. Ze spuszczoną głową wróciłam do sypialni i wcisnęłam na swoje zmarnowane ciało piękną sukienkę, oczywiście projektu mojej mamy, buty na wysokim obcasie i do ręki kopertówka. Chwyciłam telefon, który od razu zaczął wibrować w mojej dłoni.

*Rozmowa telefoniczna*
- Justin? – Szepnęłam, powstrzymując łzy.
- Tak Si, i jak tam w Paryżu?
- Do bani. – Powiedziałam siadając na włochatym fotelu, co zdecydowanie było błędem bo moja kiecka była cała w różowej sierści.
- Jak to? Przecież to najwspanialsze miasto, sama tak mówiłaś i od zawsze chciałaś tam pojechać.
- Tak to prawda, ale chciałam jechać z kimś na kim mi zależy. – Chusteczką przytrzymałam łzę, aby nie wypłynęła i nie popsuła godzinnej pracy nad moją twarzą.
- A z kim?
- Głupku, z tobą. – Zaśmiałam się, pierwszy raz po przyjeździe tutaj –A jak tam u Ciebie i mojej psinki? Stell nie zadręczyła jej?
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ale teraz muszę kończyć bo mama mnie woła.
- Szkoda, zadzwonisz wieczorem?
- A strefa czasowa?
- No tak zapomniałam…
- U mnie jest teraz 11.
- A u mnie 17, to zadzwoń ok. 17 twojego czasu.
- Spoko, pa kocham Cię.
- Ja Ciebie bardziej.
*Koniec rozmowy telefonicznej*
______________
Taki nie za długi i trochę nudny. Chciałam wam powiedzieć, że do końca są jeszcze 2 rozdziały ^^ .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Jest początek słonecznego i upalnego sierpnia. Dni mijały nam na zabawie i bezcelowego chodzenia po mieście. Dokładnie od miesiąca Justin nagrywa filmiki, w których pokazywał swój niewyobrażalny talent, Michael i Jon też się tym zajęli tylko oni wygłupiali się przed kamerą. YouTube ponad wszystko, tak właśnie brzmiało ich motto.
Tydzień, tylko tydzień, aby znaleźć się w Europie. Liczne pokazy mody, najwspanialsi projektanci i modelki, mnóstwo ciuchów i dodatków. Życie jak w Madrycie… Tylko, że ja nie chcę opuszczać tego miasta, swoich przyjaciół i rodziny. O nie, nie wyjeżdżam na stałe. Jadę z mamą promować jej kolekcję. Zgodziłam się tylko dla tego, że zwiedzimy Paryż, Włochy, Hiszpanię, Niemcy i Polskę. O tym ostatnim państwie nic praktycznie nie słyszałam, ale z chęcią odwiedzę nowe miejsca. Nasza podróż potrwa do 28 sierpnia, czyli moje wakacje wyglądają jednym słowem jak bajka.

Siedzę przy spokojnym jeziorze, tam gdzie zawsze uciekałam przed nurtującymi mnie pytaniami, tam gdzie narodziły się dziesiątki moich piosenek, to właśnie tam zrozumiałam, że Justin to ten jedyny…
- Cześć. – Przywitał mnie namiętnym całusem, kładąc mnie na zieloną kołderkę z trawy.
- Hej, jakie plany na dzisiaj?
- Moja mam zaprasza Cię na kolację. – Uśmiechnęłam się, a ja podniosłam swój tyłeczek do góry.
- Chodź.
- Dokąd?
- Jedziemy na zakupy, muszę się w coś ubrać. – Wystawiłam język w jego stronę i skierowałam się w stronę mojego wozu.
- Ale ja prowadzę. – Wywróciłam oczami i rzuciłam mu kluczyki z mojego kanarkowego bentleya.
- Kiedy naprawią twoją brykę? Bo jak ty będziesz prowadził moją, to nic z niej nie zostanie. – Tak, JB dostał samochód, ale fajtłapa nie umie jeździć i owinął nim w koło latarni. Takie atrakcje, zafunduje tylko Bieber spółka zoo.
- Powinien być gotowy jak wyjedziesz i mnie zostawisz dla jakiegoś francuza. – Zrobił smutną minę otwierając drzwi przede mną.
- Wiesz, że Cię nie zostawię. A swoją drogą to wolę Włochów albo seksownych Hiszpanów. – Udawałam, że się rozmarzyłam i przymknęłam oczy.
- Jesteś okrutna wiesz?
- Tak wiem, dlatego mnie kochasz. – Pocałowałam go w policzek i pojechaliśmy na zakupy.
Chodziliśmy od sklepu do sklepu, od półki do półki i nic nie mogłam wybrać.
- Przymierz tą. – Podał mi kawałek materiału i zagonił do przebieralni.
- I jak? – Zrobiłam kółko i ukłoniłam się lekko.
- Jak dla mnie i bez ciuchów byś wyglądała ślicznie. – Wywróciłam oczami i schowałam się do przymierzalni.
Udaliśmy się do kasy i zapłaciłam za swoją sukienkę, dokupiłam jeszcze buty. I byłam gotowa wstawić się przed panią Bieber we własnej osobie.
- Twoja mama też przyjdzie? – Zapytał, gdy stanęłam przed jego domem. Tak łaskawy pan Justin dał mi poprowadzić własnym wozem, cud się stał „zapiszmy to w kalendarzu” powiedziałam sama do siebie.
- Ona jest poza miastem i zapina wszystkie formalności na ostatni guzik.
- Trudno, to do zobaczenia o 19?
- Tak pa. – Wysiadł a ja skierowałam się pod swoją posiadłość.
Siedziałam na wygodnym hamaku w ogrodzie i wdychałam świeże powietrze, moja suczka odpoczywa na zielonej trawce w cieniu i ma wszystko głęboko i szeroko, podobnie jak ja. No, ale jak to ja, zaczęłam myśleć jak to będzie jak wyjadę na ten miesiąc, czy Justin zostanie mi wierny? A może znajdzie sobie jakąś pindę, z piskliwym głosem i nożem w oczach, którym potrafiłaby zabić swoją konkurencję?
- Nie… Justin Cię kocha wieśniaro, nawet o tym nie myśl. – Skarciłam się i podniosłam ze swojego legowisko. Czas się szykować… Wzięłam szybki prysznic i umyłam swoje długie włosy, które sięgały już do połowy pleców, trzeba pójść do fryzjera, bo już mnie denerwują. Po wysuszeniu i wyprostowaniu ich, co trwało chyba z godzinę, wsmarowałam w swoje ciało czekoladowy balsam. Oczy podkreśliłam jasnym cieniem i ciemną kredką, do tego tusz, róż na policzki i tradycyjnie błyszczyk. Wcisnęłam się w swoją kreację, po czym do torebki schowałam swoje rzeczy.
- Smiley jedziemy. – Zawołałam psa, tak ona i pies Justina (Sam) bardzo się polubili. Mimo przeciwności płci nie zapładniają się, bo samiec jest wykastrowany.
Wsadziłam ją na tylne siedzenia, a torebkę rzuciłam na miejsce obok. Jechałam wolno, bo nie miałam daleko, może 5 minut?
- Cześć. – Przywitał mnie całusem w policzek, po czym wziął psa i zaprowadził go na dół do piwnicy, gdzie urzędował Sam.
- Dzień dobry. – Powiedziałam wesoło do kobiety, która chodziła ciągle rozglądając się po kuchni.
- Witaj Cloe, siadajcie już do stołu zaraz podam kolację. – Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy się wygłupiać. Dosłownie po minucie Pani Bieber usiadła koło nas podając nam wcześniej posiłek.
- Smacznego, – Pieczeń była niesamowita, a sałatka grecka? Po prostu niebo w gębie. Z jego mamą świetnie się dogadujemy, i rozmawiamy niemalże jak koleżanki. Oczywiście z szacunkiem.
- No dzieciaki, już po 22, ja się zbieram do pracy na nockę. – Zaczęła narzekać na swój zawód, że nie powinno być takiej zmiany, że noc jest po to żeby spać itp.
- Zostaniesz na noc? – Szepną mi do ucha.
- Jak nie będę przeszkadzać. – Prychnął głośno i pociągnął mnie do siebie.
- Dobranoc Pani. – Krzyknęłam widząc jak kobieta zakłada swoje metrowe szpilki.
Siedzieliśmy na jego łóżku wpatrując się nawzajem, cisza otaczająca nas w koło, blask latarni z zewnątrz i szelest gałęzi, które stukały o dach domku…
- Dasz mi jakąś koszulę? Bo ta sukienka mnie już denerwuje, ciągle się podwija i widać mi pośladki
- Mi to nie przeszkadza. – Posłałam mu gniewne spojrzenie, a on od razu ruszył do szafy.
Przebrałam się, po czym wróciłam do pokoju. Justin leżał na brzuchu bez koszulki i w samych bokserkach. Usiadłam na nim okrakiem i przyssałam się do jego szyi
- Ejj… zrobiłaś mi malinkę?
- Emmm… może. – Odpowiedziałam siadając koło niego.
- Już ja ci dam. – Przewrócił mnie na plecy, po czym jeździł swoimi ustami po mojej szyi.
- Justin, to łaskocze. – Oderwał się ode mnie, po czym wpatrywał się w moje błyszczące oczy, pochylił się nade mną i pocałował, na początku delikatnie, ale przyciągnęłam go bliżej siebie i teraz nasze oddechy przyśpieszyły. Wsadził rękę pod moją bluzkę i głaskał delikatnie po plecach.
- Stanika nie masz? – Spytał zdziwiony.
- A ty byś chciał spać w czymś, co zgniata Ci piersi? Nie wiesz, że one czasem muszą odetchnąć? – Zaśmiałam się i ugryzłam lekko jego ucho, na co mruknął najwidoczniej zadowolony.
Justin leżał bokiem do mnie, a ja na plecach. Jeździł dłońmi od mojego uda, aż do brzucha. Co chwilę patrząc, na wyraz mojej twarzy, czy pozwolę mu na więcej. Przyciągnęłam go do siebie i po raz kolejny pocałowałam. Oplotłam nogami jego brzuch i przekręcił mną tak, że teraz siedziałam na nim, nie przestaliśmy wymieniać śliny. Pieścił już moje piersi, na co lekko się zaczerwieniłam. Zdjął mi bluzkę i zmierzył moje ciało od góry do dołu. Położył mnie delikatnie na poduszkach i całował coraz niżej. Był już przy pępku, po czym podniósł wzrok i spojrzał na mnie pytająco
- Na pewno tego chcesz?
- A Jon dał ci gumki? – Chłopakowi zszedł z buzi jego śliczny uśmiech. Zaśmiałam się i sięgnęłam po torebkę, po czym wręczyłam mu je.
- Ufff…. – Odetchnął z ulgą i powrócił do poprzedniej czynności. Zgrabnie pozbyłam się jego białych jak śnieg bokserek w serduszka i teraz to ja całowałam go po ciele. To była jedna z wspanialszych chwil w moim życiu, czułam się taka… wolna i kochana.

- Justin, ale ty jesteś niewyżyty. – Powiedziałam śmiejąc się i próbując zwolnić swoje przyśpieszone tętno.
- Ja?? A kto krzyczał? Jeszcze… jeszcze… nie przestawaj… itd.? – Dostał ode mnie z poduszki, po czym przytuliłam się do jego torsu.
- A co jak zajdę w ciążę?
- To nie możliwe.
- Wszystko jest możliwe. Ale powiedz przyjąłbyś to dziecko?
- A chciałbyś je urodzić?
- Sugerujesz, że miałabym je zabić?
- Nie, ale nie przeszło ci przez myśl zastosowanie aborcji?
- Ciebie pogrzało? Nawet jak bym została zgwałcona, sponiewierana i wyrzucona na ulicę w życiu bym nie odtrąciła własnego dziecka.
- Ej spokojnie, tak tylko pytam.
- To teraz odpowiedz mi na pytanie. – Zmieszał się i nie wiedział, co powiedzieć – Co byś zrobił gdybym urodziła?
- Jaa… ja nie wiem. – Spuścił głowę. Chwyciłam sukienkę i chciałam ją założyć. – Co robisz?
- Ubieram się nie widzisz?
- Widzę, weź zostań. Nie zachowuj się jak…
- Jak dziecko? W tym momencie tylko ty się tak zachowujesz, nie wiesz, że każdy czyn ma swoje konsekwencje. Jak naważylibyśmy piwa to musielibyśmy je wypić, a ty najwidoczniej uciekłbyś i zostawił mnie ze swoją porcją. – Powiedziałam oschle.
- Ale ja nie powiedziałem, że bym nie przyjął dziecka tylko, że nie wiedziałbym co mam zrobić. – W myślach przeanalizowałam przebieg naszej rozmowy, no i miał rację.
Usiadłam z powrotem na łóżku i patrzyłam tępo w ścianę.
- Nie przejmuj się. W sumie fajnie jest mieć takiego małego brzdąca pod dachem. Byłbym świetnym tatusiem. – Powiedział dumnie i usiadł koło mnie.
- A zmieniałbyś mu pieluchy, wstawał do niego w nocy i karmił piersią? Wiesz jak cycki wyglądają po ciąży? – Zadrżałam na samą myśl o wyglądzie mojego ciała, po takiej akcji.
- Jak by to było konieczne to tak. – Mówił do mnie, jak by już chciał mieć to dziecko i czekał tylko na jego poczęcie.
Położyliśmy się z powrotem do łóżka i zasnęliśmy przytuleni do siebie.
  • awatar CherriesCollege♥: Dawno nie czytałam, bo nie miałam czasu, ale wiem, że już więcej Twojego bloga nie zaniedbam, bejb. <33
  • awatar bez znieczulenia .: świetne to jst , tak to wciąga ... ! mega <3
  • awatar anonimowe_imie: hah, ale te rozdziały Twoje wciągają , ten był długi ale jak szybko się czytało że aż ogarnęłam że to koniec. ahh , siedziało w tym rozdziale. ciekawe czy Justin dobrze założył kondomy, hahaha. czekam na dalszą cześć, bo ciekawi mnie co będzie. ;D tylko szybko ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Stoję, przed salonem i przyglądam się napisowi: Studio Tattoo… Tak piercing, też tam jest wykonywany. Pierwsza moja myśl? „Czy nie będzie on przeszkadzał w całowaniu?” tak wiem, zwykle ludzie myślą czy będzie bolało, jaki kolczyk wybierze itp.
- Dzień dobry. – Powiedziałam do młodego chłopaka, który miał kilka tatuaży na ramionach i szyi.
- Cześć, w czym pomóc?
- Chciałabym kolczyk w języku.
- Masz ukończone 16 lat? Albo zgodę od rodzica?
- Tak mam 16 lat. – Ale głupia rozmowa, niech mi lepiej powie gdzie mam iść.
- Usiądź a ja przygotuję sprzęt. – No nie, może jeszcze on będzie mi przekłuwał? Na samą myśl się spociłam i drżałam. Ale byłam bardziej podekscytowana… - Zapraszam. – Zawołał mnie i kazał usiąść na fotelu i przepłukać buzię jakimś płynem.
- Będzie bolało?
- Przekłuwanie zwykle nie boli bo jest znieczulenie, ale potem może Cię lekko piec i będziesz miała opuchnięty język.
- A kolczyk…
- Na początek założymy zwykły, bez żadnych ozdób, żebyś się przyzwyczaiła. A potem będziesz mogła go wymienić na krótszy i z jakimiś dodatkami. No wiesz… różne są teraz w modzie. – Przytaknęłam i zacisnęłam dłonie w pięści. Chwycił mój język w jakieś szczypce i po chwili było już po wszystkim, nic nie poczułam.
- To koniec? – Zapytałam sepleniąc.
- Tak, chodź wybierzesz sobie jakiegoś na zmianę. – Podał mi kilka palet z kolczykami, wybrałam sobie 2, jeden z różowym kryształkiem a drugi z białym. Zapłaciłam i wesoła wyszłam z salonu. Kupiłam zimną butelkę wody, bo lodów nie można podobno jeść na początku.

Doszłam do domu i wyjęłam wibrujący telefon, nie no dlaczego teraz jak ledwo mówię?
- Cesc Justin.
- Cloe? Czemu tak dziwnie mówisz?
- Dluga historia, po co dzwonis?
- Tak sobie pomyślałem, że może wyskoczymy do kina, albo na jakiś spacer?
- Pzyjedz do mnie z filmami to cos obejzymy.
- Ok, będę za jakąś godzinę.
- Pa.
Rozłączyłam się i poszłam uszykować jakieś przekąski. Mimo, że nie mogę jeść przez kilka godzin, to nie znaczy, że Justin musi tą głodówkę przejść ze mną. Zaniosłam wszystko do salonu i poszłam na górę się przebrać.
- Smiley… - Powiedziałam załamanym głosem widząc, pozostawioną niespodziankę na podłodze. Suczka położyła się na posłaniu a ja pobiegłam po jakieś szmatki i płyn do dywanów. Szybko uporałam się z plamą. Wzięłam psa na ręce, żeby mogła załatwić swoją potrzebę jak normalny pies. Wypuściłam ją na ogródek i obserwowałam jak gania za ptakami, które urządzały sobie kąpiel piaskową w grządkach kwiatków.
- Wejdz! – Krzyknęłam słysząc pukanie do drzwi.
- Cloe gdzie jesteś?
- Na dwoze. – Wyszedł do mnie i przytulił do siebie. Suczka zaczęła biegać w koło nas i skakać do góry.
- Co to za mały szczur? – Dostał z pięści ode mnie, schyliłam się i wzięłam ją na ręce.
- To jest mój sceniacek, nazywa się Smiley. – Uśmiechnęłam się i pocałowałam ją w nosek.
- Ej a dla mnie całus? – Cmoknęłam go w policzek i weszłam do salonu rozsiadając się na kanapie.
- To co oglondamy? – Dalej mówiłam niewyraźnie, ale język już mnie nie bolał i nie miałam już napuchniętego.
- Przyniosłem Kac Vegas, wieczny student, adrenalina 2, i wszystkie części dziewczyn z drużyny
- Az tak lecisz na cherrlederki?
- No pewnie, może ty dla mnie zatańczysz? – Poruszał brwiami i objął mnie ramieniem.
- Moze kiedys. – Uśmiechnęłam się, przybliżył usta do moich, ale ja odwróciłam głowę. –Dzisiaj ne możesz mnie pocałować.
- Czemu? – Wystawiłam język w jego stronę, a on zrobił zdziwione oczy, po czym się uśmiechnął? – Ma jakieś zastosowanie?
- Tak, ma ladnie wyglondać. – Wwywrócił oczami i włączył film, oglądaliśmy wszystko po kolei, ale odpłynęłam jak skończyła się adrenalina.
Czułam, że jestem niesiona, o ile się domyślam to do sypialni. Nie otwierałam powiek, tylko pozwoliłam im bezwładnie pozostać zamkniętymi.
_______________________
Wiem, wiem krótki strasznie ; x
Ale jakoś nie miałam siły pisać, przez ten tydzień strasznie dużo się wydarzyło i muszę pozbierać myśli ;] . Następny rozdział OBIECUJĘ, że będzie ciekawszy i dłuższy xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

No więc chciałam was wszystkich powiadomić, że *zawieszam* bloga na tydzień. Do następnej niedzieli. Może będę tutaj wpadać, ale szczerze w to wątpię. Mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie ; )

*Dlaczego?* Jak już wcześniej wspominałam dzisiaj o 22 przyjeżdża do mnie francuz na wymiane zagraniczną. Pierwszy raz będę brać w czymś takim udział i trochę się boje. Najbardziej tego, jak się z nim dogadam, bo jednak mój angielski nie jest jakiś perfekcyjny. Z drugiej strony wiem, że to będzie na prawdę fajna przygda ; >
  • awatar More Than Friends..: Poradzisz sobie ! ;) Powodzenia ;* + zapraszam do mnie. piszę opowiadanie .: 3
  • awatar Gość: powodzenia
  • awatar Gość: No to czekamy ;> Też bym chciała brać udział w czymś takim ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

Zaczął śpiewać piosenkę (One time) Na samym końcu zeskoczył ze sceny i przytulił mnie mocno.
Impreza jak impreza… głośna muzyka… tańczący ludzie… małe afery i poważne bójki. Tak Justin pobił się z Alexem, który przystawiał się do mnie podczas tańca, mimo że ja nie chciałam.

- Dobra ludzie nie każę wracać wam do domu, ale ta imprezka została oficjalnie zakończona. – Pobuczeli trochę pod nosem. – Dziękuję jeszcze raz, że przyszyliście. Kocham was. – Wydarłam się na koniec i czekałam, aż opuszczą sale. Zostałam tylko ja, Justin, Chaz i Jon.
- Dlaczego tak szybko zakończyłaś imprezę?
- Ty się jeszcze pytasz? Masz limo pod okiem i napuchnięty nadgarstek, a ja nie mam zamiaru dobrze się bawić widząc, że cierpisz. Poza tym to i tak dostałam już więcej niż chciałam. – Wszyscy zrobili krótkie „ooooo” i przytulili mnie robiąc wielkiego misia.
- No to zbieramy się. – Poszliśmy do wozu Justina i wpakowaliśmy się do niego. Jon prowadził, bo Justina bolał nadgarstek, a Chaz pojechał z rodzicami.
Dojechaliśmy pod mój dom, i wysiedliśmy z wozu.
- Zostaniecie na noc? – Zapytałam ich, wyjmując prezenty z bagażnika.
- Ja nie mogę, matka będzie się burzyła, że nie wróciłem.
- Szkoda, a ty? – Zwróciłam się do swojego chłopaka i zamrugałam kilka razy.
- W sumie, czemu nie. – Uśmiechnął się i wziął w tą zdrową rękę kilka torebek z podarunkami.
- To na razie. – Jon pocałował mnie w policzek życząc jeszcze raz wszystkiego najlepszego – Powodzenia stary. – Poklepał po plecach Justina i wsadził mu coś do kieszeni. Oczywiście można się domyśleć, co to jest.
Od razu skierowałam się do kuchni po apteczkę i poczłapałam za Justinem do swojej sypialni. Wszystkie paczki położyłam na biurku i na podłodze, robiąc od razu miejsce na łóżku
- Idź się najpierw umyj, a potem Ci zwiążę tą rękę. – Przytaknął, a ja zaczęłam przeglądać paczki. No tak od znajomych same „zboczone” rzeczy, bo jak by inaczej miało być? Jakieś kajdanki, kostki do Kamasutry, przebranie pielęgniarki i króliczka playboya i wiele, wiele więcej.
- No nareszcie, ile można się kąpać? – Odwróciłam się do Justina i poklepałam łóżko, aby usiadł na nim. Delikatnie posmarowałam jego nadgarstek jakimś żelem i zwinęłam ostrożnie bandażem.
- Dzięki. – Cmoknął mnie w policzek, a ja uśmiechnęłam się i poszłam do łazienki się przebrać i wykąpać.
Wyszłam po cichu z łazienki i położyłam się cała obolała na miękkim łóżeczku.
- Musisz się tak na mnie patrzeć? – Zapytałam odwracając się w stronę Justina, nic nie odpowiedział tylko pocałował mnie w policzek.
- Dobranoc. – Przekręcił się na plecy, a ja wtuliłam się w jego klatę. Zasnęłam bardzo szybko, nim się obejrzałam już siedziałam przy stole i czekałam na kanapki, które Justin uparł się, że zrobi.
- Smacznego. – Postawił talerz na środku i podał mi sok pomarańczowy.
- Na przyszłość zapamiętaj, że nie można mieszać ogórka i pomidora razem, bo wtedy uciekają jakieś tam witaminy. – Wystawiłam język w jego stronę i ugryzłam kanapkę.
- A skąd ja to miałem wiedzieć?
- Noo… jak mieliśmy na biologii lekcję o żywieniu to nauczycielka mówiła.
Dokończyliśmy śniadanie, po czym odprowadziłam Justina do samochodu, żegnając go całusem w policzek.

Przez cały dzień wkładałam ubrania do szafy, kosmetyki i biżuterię ustawiałam w łazience i chowałam do pojemników, a inne bajery typu pluszaki, ramki ze zdjęciami czy albumy kładłam na szafkach. Miś od JB dostał honorowe miejsce na dużej pufie, koło łóżka.
Zjadłam w spokoju obiadokolację, która składała się z pizzy i soku z limonek, a potem wybrałam numer do mamy.

*Rozmowa telefoniczna*
- Cześć, kiedy wracasz? – Zapytałam przeżuwając kawałek marchewki.
- Jak wszystko pójdzie gładko, to za dwa dni powinna być. A jak impreza?
- Świetnie, dostałam pełno wspaniałych prezentów.
- Cieszę się skarbie, a i odebrałaś od sąsiadki swój prezent?
- Nie? A od której?
- Od pani Mosse, wiesz tej staruszki dwa domy dalej.
- A tak wiem, zaraz pójdę do niej.
- Kochanie ja muszę kończyć, trzymaj się, a i w szufladzie masz swoją pierwszą kartę kredytową, tylko nie szalej za bardzo. – Powiedziała jak to matka. Ja nie mam w zwyczaju wydawać góry pieniędzy, więc to nie będzie problem
- Dziękuję, kocham Cię.
- Ja Ciebie też, pa.
*Koniec rozmowy telefonicznej*

Szłam wolnym krokiem, do pani Mosse i rozglądałam się na boki, jak by nie było mnie tutaj przynajmniej rok. Stanęłam przed mosiężnymi drzwiami i zastukałam metalowym czymś na górze. Zaczęłam nerwowo stukać stopą, nie byłam u niej jakieś trzy lata? Kiedyś przychodziłam prawie codziennie i pomagałam jej plewić ogródek, sprzątać strych, czy nawet pomagać w kuchni. Lubiłam to, ale nie oszukujmy się, stałam się niemalże dorosła, spotkało mnie pełno problemów i trudnych wyborów, które musiałam rozstrzygnąć.
- Cloe? To ty? Jejku ależ ty wydoroślała, wejdź, bo się przeziębisz. – Cała pani M, nadopiekuńcza i pełna energii. Mimo, że często widziałam ją przy płocie i witałam się z nią to nigdy nie było czasu zamienić jednego zdania.
- Dzień dobry, co u pani słuchać? – Przytuliłam kobietę, która mocno wtuliła mnie do swoich piersi, jak własną wnuczkę.
- A no wiesz, posadziłam nową odmianę kwiatów. Wiesz jak te bratki za domem świetnie rosną? Musisz spróbować naturalnego nawozu od krów. Tak myślałam, żeby zrobić remont w mieszkaniu, ale tyle się wydarzyło w tych czterech ścianach, że szkoda niszczyć tych wspomnień.
- Niech pani nic nie zmienia jest idealnie. – Uśmiechnęłam się siadając do stołu w kuchni. Z grzeczności rozmawiam z nią i wymieniałam, się poglądami dotyczącymi naszych sąsiadów. O tak, wszystkie mochery lubią obgadywać nawet tych, których nie znają.
- Proszę pani, bo ja właściwie przyszłam w innej sprawie. – Kobieta spojrzała na mnie uważnie i wytarła dłonie w brudno-biały fartuch. – Mama powiedziała, że…
- Ach tak… kompletnie wyleciało mi z głowy. Zaczekaj tutaj. – Poszła szybko na ogródek, prawie się potykając o własne nogi. – Zamknij oczy skarbie. – Powiedziała do mnie, zrobiłam to co chciała i czekałam na tą „niespodziankę”. Słyszałam stukanie drewnianych chodaków, i poczułam na policzkach szorstką - mokrą ślinę? Yyy…. Otworzyłam oczy i zamarłam.
Wydarłam się i wzięłam na ręce małą kudłatą kulkę. Był to malutki York Terrier, z różową kokardką na czubku głowy. Męczyłam mamę, od kiedy byłam malutkim dzieckiem, żeby pozwoliła mi mieć własnego psiaka. A ten, był moim ideałem i był taki słodki, o już wiem jak go, a właściwie ją: Smiley. Wystarczy na nią spojrzeć, i od razu masz uśmiech na twarzy.
- Wszystkiego najlepszego, jeszcze mała paczuszka ode mnie. – Wręczyła mi różowy kartonik z białą wstążką. Starannie go otworzyłam i tradycyjnie była kartka z życzeniami, dalej był malutki różowy szlafrok dla psiaka, kocyk i poduszka. Nie jestem za ubieraniem psów, ale np. zimą wolę, aby nie marzły.
- Dziękuję, jest śliczne.
- Nie ma, za co kochanie. – Przytuliła mnie i dała kopertę z listem od mamy.
- To ja już pójdę, jeszcze raz dziękuję. I mam nadzieję, że do zobaczenia. – Uśmiechnęłam się i zapięłam Smiley na smycz.
Po drodze zaczęłam czytać to, co napisała do mnie mamuśka.

„Kochanie, skoro to czytasz to znaczy, że dostałaś swój prezent. Mam nadzieję, że się na tobie nie zawiodę i będziesz się nią zajmowała. Tak to jest suczka, ale chyba już to zauważyłaś.
Długo myślałam, czy pozwolić Ci zrobić tego nieszczęsnego kolczyka w język, trułaś mi o tym od roku. Więc ostatecznie cię informuję: Zgadzam się. Na karcie masz pieniądze i idź jak najszybciej do salonu, bo jeszcze się rozmyślę. Kocham: mama”

Nie ma co, strasznie mnie rozpieszczają na te urodziny, ale przez ostatnie lata było inaczej. Skromna imprezka w towarzystwie rodziny i znajomych, mało kosztowne prezenty. Tak tego chciałam, ale skoro skończyłam swoje 16 urodziny, to najwidoczniej się zbuntowali i postanowili, abym zapamiętała je do końca życia.
Zaprowadziłam psiaka do swojego pokoju i rozłożyłam mu kocyk, trzeba będzie kupić jej jakieś posłanie. Umyłam zęby, poprawiłam zmyty już makijaż i psiknęłam się perfumami.
  • awatar bez znieczulenia .: genialne ! <3
  • awatar Bitch, please ♥: @Delivered me .: O jejj, jak się rozpisałaś ;d . To teraz masz tydzień żeby skupić się na nauce, bo później będę miała wyrzuty sumienia jak się pogorszysz ^^ . A co do rozdziału to postaram się, żeby był ''inny'' ; >
  • awatar idiots everywhere: super rozdział :-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Usiedliśmy na pomoście i wcinaliśmy moją ostatnią paczkę żelek robaków. Całe szczęście, że schowałam ją na dnie swojej walizki i te sępy, pożerające słodycze ich nie znalazły.
- Ej to jest ostatnia. – Powiedziałam oburzona widząc, że żelka zwisa w połowie z ust Justina.
- Chcesz to sobie ją weź. – Wstał i odsunął się ode mnie.
- Nie mam zamiaru Cię gonić. – Przymknęłam oczy i dałam się oddać ciepłu porannego słońca – Ejj…. Odsłoń światło. - Justin pochylił się nade mną. - A ty jeszcze nie zjadłeś MOJEJ żelki? – Pokiwał przecząco głową, pociągnęłam go w swoją stronę i teraz leżał na mnie, odgryzłam mu tą część, która ciągle zwisała mu z ust i szeroko się do niego uśmiechnęłam.
- Ejj…
- Gdy powiesz Ej, to nazwą Cię gej – Zaśmiałam się i nie mogłam opanować śmiechu.
- To nie jest śmieszne.
- Może nie śmieszne, ale jest zbereźne.
- Przestań rymować.
- Sama nie czuję, kiedy rymuję. – Teraz to już oboje się śmialiśmy.
- Może już wracajmy, bo pojadą bez nas.
- Krzyż na drogę pójdę na piechotę. - Skierowaliśmy się w stronę obozu ciągle się śmiejąc z mojej głupoty.

Jechaliśmy zupełnie inną drogą niż poprzednio, i dowiedziałam się, że chcą zwiedzić parę miejsc i zobaczyć co nieco, jak na przykład: największa kula z gumek recepturek, najmniejszy i największy pies na świecie, czy kobieta z gigantycznym biustem. Dlaczego ja? - Zastanawiałam się w myślach. Ci idioci chcą chyba zwiedzić całą Amerykę północną, no ale po co mnie słuchać?
Spałam sobie smacznie, po mimo mocnych turbulencji przez drogę. Uchyliłam lekko powieki i rozejrzałam się dookoła, wszyscy byli wysmarowani ketchupem.
- Ketchup? – Wydarłam się na cały głos, Michael się chyba wystraszył, bo dostałam paczką frytek po twarzy, a cały ten sos wylądował na mojej koszulce. – Co wy znowu odpierdalacie?
- Zajechaliśmy do maka i tak jakoś wyszło, że się trochę ubrudziliśmy. – Westchnęłam głośno i pokiwałam bezradnie głową.
- Dobra nieważne, dajcie mi coś zjeść, bo nie jadłam nic oprócz tej zupki, która smakowała jak pomyje.
- Eeee…. yyyy….
- Co? Nie kupiliście mi nic?
- Nie, sorki.
- Jesteście po prostu zajebiści. – Powiedziałam wkurzona i otworzyłam okno - Stell, oddawaj mi telefon i MP3 – Podała mi rzeczy w ekspresowym tempie. Te Ciołki coś do mnie gadały, ale nie słuchałam ich i skupiłam się na wpisywaniu pinu do fona. Miałam chyba 1000 esemesów i nieodebranych połączeń. Czytałam wszystko z godzinę i nagle zadzwoniła moja mama.

*Rozmowa telefoniczna*
- Tak?
- Cześć kochanie, kiedy wracacie?
- Nie wiem, ale teraz jedziemy… nawet nie wiem gdzie, bo nie raczyli mnie poinformować. - Powiedziałam mierząc ich po kolei. W oddali usłyszałam jak Chaz mówi coś o biuście, czyli pewnie do tej babki.
- No nic kochanie, mnie i tak na razie nie ma w domu. Ale dzwonię w innej sprawie.
- Jakiej?
- Chciałabym złożyć ci…
- No nie wieże. – Uśmiechnęłam się szeroko – Pamiętałaś? – Spłynęła mi łza szczęścia.
- No oczywiście, że pamiętałam i nawet czeka na Ciebie w domu prezent, a dokładniej u sąsiadów.
- Co to jest?
- Zobaczysz jak przyjedziesz, a teraz życzę Ci wszystkiego najlepszego. – Wydarła się do słuchawki, a Justin, który siedział koło mnie spojrzał się na mnie pytająco. – Spełnienia marzeń i jak najwspanialszego życia.
- Dziękuję mamuś, jesteś kochana. A babcia dzwoniła?
- Tak, i nawet przysłała już coś dla Ciebie.
- A co dokładniej?
- Jakaś mała paczuszka, ale nie chciałam jej otwierać. W sumie to trochę tego przyszło od rodziny, znajomych, a nawet od organizatorów i moich sponsorów.
- No to super, czyli jak wrócę to czeka mnie ciągłe wysyłanie kartek z podziękowaniami i dzwonienie do wszystkich, którzy pamiętali o mnie!
- Dasz radę. Ja skarbie muszę kończyć i jeszcze raz najwspanialszego moja kochana SWEET szesnastka. – Wydarła się po raz kolejny, że telefon mi upadł pod fotel.
- Pa mamo. – Wydarłam się schylając pod siedzenia. Zaczęłam wymacywać dłonią fona, który teraz ciągle dzwonił.
*Koniec rozmowy telefonicznej*

Odbierałam wiadomości, sprawdzałam pocztę głosową i odpisywałam wszystkim. Wspaniale jest wiedzieć, że są osoby, które o tobie pamiętają.

Oczami Justina
- No to wtopa ludzie. – Skierowałem się do wszystkich z przodu. Cloe nie słyszała, bo była zajęta telefonem.
- Zawaliliśmy na maxa.
- A co ja mam powiedzieć? Chodzę z nią od wczoraj, a zapomniałem o jej urodzinach.
- A co ja mam powiedzieć? Znam ją całe życie i też zapomniałem o tym. – Jon powiedział podobnym tonem, co ja.
- A ja mam pomysł. – Powiedziała Stell i wyjęła telefon z kieszeni. Zaczęła pisać coś na telefonie, po czym wysłała do każdego, oprócz Cloe.
„Wracamy do domu… TERAZ… Dalej udajemy, że zapomnieliśmy, ale zorganizujemy imprezkę urodzinową. Trzeba będzie podzwonić do ludzi, zamówić catering, jakiegoś Dj’a i inne atrakcje. Chaz twoi rodzice mają dość sporą restaurację, nie? Zadzwoń do nich, i niech wezmą ustawią stoły pod ścianą i wgl”
No i niech będzie, chociaż tak, jechaliśmy dosyć szybko. Ulica była opustoszała i nie widać było żywej duszy, więc mogliśmy sobie na to pozwolić. Wszystko zostało zorganizowane dzięki rodzicom Chaza i Jona. A Michael i Stell pisali esy do znajomych, ja miałem jakby co odwrócić uwagę Cloe, gdyby przestała się zajmować telefonem. Dojechaliśmy do naszej „wiochy” w jakieś dwie godziny, a imprezka miała zacząć się o 19. Czyli zostało nam z dwie godziny.
- A gdzie macie te swoje atrakcje turystyczne? – Powiedziała oschle Cloe wysiadając z samochodu. Zrobiłem to samo, co ona i pomogłem jej wyjąć bagaże.
- Może spotkamy się wieczorem? – Zapytałem.
- Raczej nie, dzisiaj będę zajęta rozpakowywaniem preze… znaczy muszę się rozpakować i odświeżyć po tym wypadzie. W dodatku muszę coś zjeść.
- To świetnie, przyjadę po ciebie przed 19. – I pobiegłem do samochodu, tak szybko, żeby nie zdążyła mi odpowiedzieć. Odwieźli mnie do domu, po czym odjechali.
Wykonałem wszystkie czynności, jakie teraz były mi potrzebne: kąpiel, prysznic, kąpiel, ubranie czystych ciuchów, popsikanie się perfumami i pojechanie do centrum handlowego po jakiś prezent dla Cloe. Zabrałem samochód mamy i udałem się na poszukiwania.
Kupiłem jej białego pluszowego misia, który był niższy ode mnie o jakieś 10 centymetrów. W koło szyi kazałem obwiązać go czerwoną kokardą. Zapakowałem go na przednie siedzenie wozu, i wróciłem jeszcze po jakieś kwiaty. „Tylko nie kupuj róż” powtarzałem sobie w myślach, ona nie cierpi tych kwiatów. Kupiłem bukiet czerwonych tulipanów. I pojechałem po swoją dziewczynę.

Oczami Cloe
Właśnie weszłam do swojego cichego mieszkania. Nie wiedziałam, czy być wściekła na przyjaciół, czy smutną albo zawiedzioną. Zdecydowanie, te dwie ostatnie cechy pasowały, nie będę się gniewała, bo po co? Co tym osiągne? Tylko i wyłącznie mogę ich stracić na zawsze, a tego bym nie chciała.
Weszłam leniwie po schodach i rzuciłam bagaże na podłogę. Na moim łóżku było pełno pakunków, tak samo w koło niego. Uśmiechnęłam się pod nosem i pobiegłam do łazienki wziąć szybki, orzeźwiający prysznic. Założyłam bieliznę i wyszłam do pokoju, po resztę ubrania
Chwyciłam pierwszą paczkę, na której pisało: „Dla kochanej wnusi” – czyli musi to być od mojej babci. Rozerwałam ozdobny papier i otworzyłam biały karton, na wierzchu była koperta. A w środku kartka urodzinowa z życzeniami. Wyjmowałam konfetti z opakowania, co nie było najlepszym pomysłem, bo cała podłoga teraz świeciła się na srebrno-różowo. Sięgnęłam po kolejne pudełeczko, średniego wzrostu. Otworzyłam je i był tam resorak z przyczepioną kartką: „Kochanie, jak się domyślasz dostaniesz ode mnie samochód. Pieniądze przelałam na konto twojej mamy, i dostaniesz go tylko wtedy jak zdasz egzamin na prawo jazdy. Powodzenia na drodze: Babcia Gretchen”
- Aaa – Wydarłam się na cały głos, dostanę samochód! W dodatku taki, o jakim zawsze marzyłam. Nie mogłam powstrzymać radości. Dopiero rozpakowałam pierwszy prezent, a już nic więcej mi nie trzeba. Rozpakowałam jeszcze kilka podarunków, w których były jakieś kosmetyki, ubrania itp. To były pewnie od tych sponsorów mamy.
- Cloe, gdzie jesteś? – Krzyknął ktoś z dołu, pewnie Justin.
- Na górze. – Odkrzyknęłam i dopiero się zorientowałam, że mam porządny bajzel w pokoiku, no nic trudno się mówi. Pozbierałam tylko papiery z podłogi i zwinęłam je w wielką kulę wrzucając pod moje łóżko. Może nie jest czyściej, ale co tam. Chwyciłam kolejną paczkę i lekko potrząsnęłam.
- Cześć.
- Hej, zamówisz pizzę i włączysz jakiś film? Nie mam ochoty nigdzie wychodzić. – Powiedziałam nie odwracając się w jego stronę.
- Nie. – Powiedział stanowczo i podszedł bliżej do mnie.
- Justin, no proszę zostańmy. – Wstałam z podłogi i odwróciłam się w jego stronę, pod jedną pachą trzymał wielkiego białego pluszaka, nawet nie wiem jak on go utrzymał, ale mniejsza z tym, a w drugiej śliczne czerwone tulipany. Potem zlustrowałam Justina, miał szare rurki, które odsłaniały jego bokserki, na co tylko wywróciłam oczy, biała koszulka i czarna bluza. Na głowie miał zajebistą szarą czapkę z niebieskimi akcentami, a na nogach czarne Nike za kostkę.
- Wszystkiego najlepszego. – Zakręciła mi się łza w oku i podbiegłam do niego mocno tuląc się w jego klatkę piersiową. Misia odstawił na ziemię i objął mnie z całej siły.
- Nie musiałeś. – Wyszeptałam i spojrzałam na jego twarz. – Ale przyznaj się, zapomnieliście?
- Tak zapomnieliśmy, strasznie Cię przepraszam, jestem totalnym idiotą tak wiem.. Jestem beznadziejny, spóźniam się, chrapię i… - Nie dałam mu dokończyć, pocałowałam go lekko w usta.
- I za dużo gadasz. – Dokończyłam za niego.
- 15 czerwonych tulipanów i jeden biały. Jeśli on zwiędnie to wtedy przestanę Cię kochać. – Wyjęłam go i pomacałam po płatkach.
- Ale to jest…e ee… niemożliwe. – Powiedziałam czując, że jest on sztuczny.
- Zgadza się. – Pocałował mnie teraz bardzo namiętnie, wplotłam jedną rękę w jego włosy, a drugą próbowałam nie upuścić kwitów. Nasze oddechy przyśpieszyły, nigdy nie czułam się tak wspaniale.
- No księżniczko, a teraz zbieraj się. Zabieram Cię.
- Ale ja wolę zostać w domu. – Zrobiłam smutną minę i wzięłam wazon na kwiaty.
- Nie ma takiej opcji. – Wziął ode mnie wazon i nalał zimnej wody, a ja przez ten czas założyłam różowe szpilki z czarną kokardką, do małej torebki wsadziłam telefon, klucze i portfel.
- Gdzie jedziemy? – Zapytałam wsiadając do jego samochodu, a dokładniej to do jego mamy.
- Niespodzianka, a teraz zakryj oczy. – Podał mi różową włochatą opaskę na oczy.
Jechaliśmy dość krótko, Justin pomógł mi wysiąść z auta i skierował mnie w stronę… Eee… nawet nie wiem, czego. Ale domyślam się, że jest to jakiś budynek, bo przechodziliśmy przez obrotowe drzwi i w między czasie walnęłam o nie głową. Słyszałam jakieś szelesty w pomieszczeniu i taki charakterystyczny zapach wanilii.
- Na trzy ściągnij opaskę. Raz…. Dwa…. Trzy
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! – Wydarł się każdy zgromadzony w restauracji. Chyba należy do rodziców Chaza, kiedyś mi opowiadał o niej, że jest elegancka i szykowna. Ale teraz wygląda jak normalna sala balowa, przeznaczona dla osób w młodym wieku. Przy suficie latały balony z helem w kolorach żółci, pomarańczy i czerwieni. Stół szwedzki był ozdobiony najróżniejszymi przystawkami, kanapy i liczne fotele poustawiane pod ścianą, na środku mała scena gdzie na konsoli wyżywał się DJ, parkiet, któremu nie straszne nawet najbardziej dziksze tańce. Barek gdzie można zaspokoić swoje pragnienie, i poflirtować z przystojnym barmanem…
- Wszystkiego najlepszego Cloe. – Powiedziała Stella zakładając mi na głowę koronę. – Dzisiaj ty jesteś najważniejsza. – Przytuliła mnie mocno do siebie.
Potem wszyscy do mnie podchodzili, składali życzenia, wręczali prezenty, które Justin zanosił do samochodu i pstrykali sobie ze mną zdjęcia. Gdybym wiedziała, ubrałabym się bardziej odpowiednio.
Imprezka się rozkręciła, wszyscy się świetnie bawili, postanowiłam poszukać Justina, który zniknął mi z oczu jakąś godzinę temu. Przepychałam się przez tańczący tłum nastolatków, ale nigdzie go nie było. No cóż, nie będę się tym przejmowała. Podeszłam do barmana i zamówiłam jakiś sok owocowy.
Muzyka ucichła, a DJ, zaczął coś tam pieprzyć, że życzą mi wszystkiego, co najlepsze bla bla
- Cloe, pozwól bliżej sceny. – Powiedział JB, stojąc na środku z mikrofonem w dłoni. Zrobiłam to, o co poprosił i zaczęły lecieć pierwsze nuty piosenki.
________________________

Rozdział wyszedł strasznie długi o.O Mam nadzieję, że nie usneliście czytając go xd. Do końca zostało 6 rozdziałów ... ale niestety od niedzieli będzie tygodniowa przerwa ze względu na wymiane ^ ^ . Mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie przez ten czas ; >
*Jakieś plany na weekend?*
Ja jutro muszę iść na 10 do szkoły uczyć się Krakowiaka -,-" . Powariowali, później będą sobotnie porządki i takim oto soposobem zleci mi piękna sobota ; c . A w niedziele w sumie jeszcze nie wiem co będę robić xd
  • awatar Bitch, please ♥: @Delivered me .: Hahaha, nie martw się, domyśliłam sie ; >
  • awatar Gość: @gość: Ta wcześniejsza to ja ; > Przez przypadek się wylogowałam ;> Talent ze mnie ;p
  • awatar Gość: PS. Zmieniałam nicka . Dawny to †. Blessed with a Curse .† Dodawaj kolejny BŁAGAM !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 

` No więc jestem tu z wami już 61 dni ;d . Niektórzy kojarzą mnie z poprzedniego bloga, ale dla innych jestem tutaj ''nowa'', więc stwierdziałam, że napiszę trochę o sobie ; )


*Pierwsze i drugie imię* : Kinga, Klaudia ; d . Obydwa na 'K', na trzecie chciałam mieć Karolina, ale jednak nie przystąpiłam do bierzmowania xd
*Wiek* : 16 lat, pierwsza klasa technikum.
*Lokalizacja* : Katowice. Myślę iż większość z was kojarzy to miasto ; d
*Kolor włosów* : Miałam już chyba wszystkie odcienie, zazwyczaj wychodziły one przez przypadek. Obecnie mam brązowe, chociaż niektórzy twierdzą, że podchodzi on po rudy ( może dlatego, że wcześniej miałam czerwone ), no ale naturalny to blond ;d
*Ulubiony kolor* : Fioletowy. Uwielbiam po prostu ♥
*Szkoła* : Technikum lotnicze o profilu : ''eksploatacja portów i terminali loticzych'', wiem dziwny trochę, ale na prawdę fajny ;]
*Ulubiony przedmiot* : Wszystkie zawodowe, matematyka i wos ; >
*Ulubione filmy* : Ostatnia piosenka, trzy metry nad niebem, tylko ciebie chce, nostalgia anioła, szepty, titanic ♥
*Hobby* : Jazda konna ( Jeżdżę praktycznie od dziecka, jakoś ciocia mnie zaraziła ), taniec ( Też dość długo trenuje, ale często zmieniam style ), koszykówka i siatkówka ( Dopiero od roku )
*Zawód* : W sumie to nie wiem, zawsze marzyłam, żeby iść w kierunku prawa, ale praca na lotnisku też wydaje się całkiem ciekawa. Wiem na pewno, że pójdę na studia na ten, albo ten kierunek ; ]
*Ulubiony piosenkarz, piosenkarka* : Na pewno LIBER, uwielbiam go po prostu ♥ No i jeszcze Bieber, Shakira, Grzeszczak, DKA.
*Ulubiona strona www* : Pinger, facebook, fotka, zalukaj, besty ; >
*Uzależnienia* : Jedzeniee (słodycze, ogólnie jestem osobą, która ciągle by coś jadła).

Więc to chyba tyle. Wszystkich chętnych również zapraszam do zabawy ; )
I na koniec jeszcze taka tam skromna ja ;d
  • awatar simpledreeam: fajny wpis :) , wbij , i zostaw jakiś po sobie ślad :p , odwdzięczę się :* .
  • awatar Bitch, please ♥: @`Mruczka ♥ Directionerka ♥: Dziękuję xd . Wydaje mi się, że każda normalna osoba uwielbia słodycze ^^
  • awatar `Directionerka ♥: Piękna jesteś <3. Słodycze ;*. Aww^^ Bratnie dusze xdd.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

- Co to? – Zapytał Justin i wziął to do ręki. – Po co Ci gumki? – Zrobił lekki grymas.
- A po co są takie rzeczy? Żebym nie zaszła w ciąże, głuptasie. A przynajmniej, żeby było mniejsze prawdopodobieństwo na małą niespodziankę.
- No wiem, po co to jest. Ale czemu trzymasz to w bluzie?
- Kto wie kiedy zachce mi się z kimś bzykać. - Wystawiłam język w jego stronę i położyłam się obok niego.
- Trzymaj – Dał mi ją i odwrócił się plecami do mnie.
- Chyba nie myślisz, że puściłabym się z pierwszym lepszym?
- Nie. Chyba nie…
- Ledwo zaczęliśmy ze sobą chodzić, a ty już pokazujesz scenki zazdrości. Jak tak ma to wyglądać to ja dziękuję bardzo. – Podniosłam się i wyszłam z namiotu. Nic nie powiedział, nie zatrzymał mnie, ani nawet nie spojrzał na mnie. I to ma być związek? Chwyciłam jakieś żelki, które leżały nierozpakowane obok mnie i zaczęłam je jeść.
Na zewnątrz jest zdecydowanie zimniej, niż w namiocie. Może przez to, że byłam tam z nim i wystarczył jeden jego uśmiech, spojrzenie czy ruch chociażby ręką sprawiał że miałam ponad 100 stopni w ciele. Ale obecnie trzęsłam się jak galaretka, ale nie zwracałam na to uwagi.
- Cloe, przepraszam. – Powiedział Justin wychylając się z namiotu, odwróciłam głowę w jego stronę i prychnęłam głośno. – No weź… mam po ciebie wyjść? - Nic nie odpowiedziałam, wyszedł z namiotu i usiadł koło mnie.
- Czego dusza pragnie? – Powiedziałam obojętnym tonem.
- Wybaczenia. – Objął mnie ramieniem, strąciłam ją i weszłam do swojego namiotu. – Długo będziesz się gniewać?
- Tyle ile będzie trzeba, żebyś zrozumiał, że nie jestem puszczalską.
- Nie o to mi chodziło.
- A o co?
- No jak Ci to powiedzieć. Każdy chłopak chciałby się z Tobą spotykać, no i mam uczucie, ze wybierzesz kogoś innego… lepszego.
- Ale wybrałam Ciebie. I powinieneś bardziej siebie doceniać. – Powiedziałam i przykryłam się śpiworem.
- Cloe, a co ty do mnie tak właściwie czujesz? – Wyjęłam swój notatnik, w którym zapisywałam swoje piosenki, myśli i marzenia. Taki wielofunkcyjny pamiętnik, ale skoro Justin jest moim „chłopakiem” to postanowiłam nie mieć przed nim tajemnic.

Oczami Justina
Siedziałem ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywałem się w różowy notes, na okładce było pełno czarnych i granatowych nut, wesołe jak i smutne buźki. Zobaczyłem tylną okładkę, a tam był rysunek zamyślonej dziewczyny z chmurką koło głowy. Ma talent do szkicowania.
Otwierałem po kolei strony, czytałem uważnie każdy tytuł piosenki, każdy cytat i oglądałem każdy niewielki rysunek, który znajdował się zwykle w rogu kartki. Krótkie zdania, w, koło których było pełno małych serduszek dotyczyły mojej osoby, skąd to wiem?

„Na tym świecie jedynie miłość zasługuje na wszystko. Cała reszta nie ma najmniejszego sensu. <jb3”
„[...] Miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało.” A obok: „Justin wieśniaku…. Dla czego to takie trudne, przyznać się do miłości do własnego przyjaciela?” Zaśmiałem się, ej chwila nazwała mnie wieśniakiem, już ja jej pokaże…
„Nic na świecie nie zdarza się przez przypadek.” – Obok była data, dokładnie ten dzień, kiedy się całowaliśmy jak graliśmy w butelkę u Jona. Takich dat się nie zapomina.
„To, co dziś jest rzeczywistością, wczoraj było nierealnym marzeniem. ;***” Ten cytat również był z tamtego pamiętnego wieczoru.

Przejrzałem jeszcze kilka stron i odłożyłem zeszyt na bok. Cloe smacznie sobie spała i mruczała jakieś niewyraźne zdania pod nosem. Pochyliłem się nad nią i pocałowałem lekko w szyję, po jej ciele przeszły dreszcze, a na twarzy pojawił się uśmiech. Zacząłem wędrowałem opuszkami palców po jej policzku, szyi i po rękach. Położyłem się i zasnąłem w ekspresowym tempie.

Oczami Cloe
Pusta aula koncertowa na przynajmniej 20 tysięcy osób, wielka scena z barierkami dookoła, a na środku ja z Justinem trzymając się za ręce.
- Gratulujemy – Powiedział średniego wzrostu mężczyzna.
- Ale o co chodzi? – Zapytałam mrużąc oczy, przez jaskrawo - niebieskie światło padające na moją twarz.
- Wygrałaś, zamieszkasz na drugim końcu globu i będziesz tańczyła z najlepszymi – Podszedł do nas i chwycił mnie za rękę – Już czas. – Wyszeptał i pociągnął mnie w stronę wyjścia. Justin stał z szeroko otwartymi oczami i kręcił niedowierzająco głową.
- Puść mnie, ja nie chcę. Nie jestem gotowa. – Powiedziałam próbując się wyrwać z jego uścisku, niestety na próżno.
- Za późno, decyzja została podjęta. Już nigdy tu nie wrócisz, staniesz się sławna a twoich starych przyjaciół zastąpią nowi, tacy na poziomie…
- Ja ich nie zostawię. – Odwróciłam głowę w stronę młodego chłopaka, uformował z dłoni serce. Uśmiechnęłam się do niego, ale po chwili zrobił taki gest jak by to serce się złamało na pół, a pozostałości wytrzepał o fioletową koszule w kratę.
Podniosłam gwałtownie głowę z poduszki i rozejrzałam się dookoła. Ciągle siedziałam w tym samym namiocie z tym samym chłopakiem, który był obok mnie jak zasypiałam. Obecnie leżał rozwalony na całym materacu, a jego włosy układały się w każdą możliwą stronę. Wyszłam z namiotu w stroju kąpielowym i przemyłam się czystą butelkowaną wodą. Wróciłam z powrotem do „sypialni” i przebrałam się. Nachyliłam się nad śpiącym chłopakiem i zaczęłam mruczeć do niego. Uśmiechał się od ucha do ucha, ale nie miał zamiaru otworzyć oczu. Pocałowałam go delikatnie w nos, a potem zjechałam na usta
- Tak to możesz mnie budzić codziennie. – Powiedział ziewając w między czasie i przeciągając się leniwie.
- Idę zrobić coś do jedzenia a ty się umyj i przebierz. Baniaki z wodą są za namiotami. – Uśmiechnęłam się, po czym poszłam w poszukiwaniu pożywienia. Znalazłam jakieś zupki chińskie, więc wlałam wodę do jakiegoś garnka, czy co to było i postawiłam na kuchence elektrycznej.
- Co na śniadanie? – Objął mnie od tyłu Justin i przekręcił w swoją stronę.
- Chińskie żarcie, bo wszystko inne, co było to zjedliście. Nawet z torebki mi wyciągnęliście moje ukochane gumy orbit. – Powiedziałam krzyżując ręce.
- To Stella wyciągnęła, bo Michael urządzał jakieś zawody, kto zrobi większego balona.
Wywróciłam teatralnie oczami i zalałam zupki w miseczkach i ustawiłam je koło ugaszonego ogniska. Weszłam do namiotu Michaela i Stell, spali tak słodko, że normalny człowiek nie miał by serca ich budzić. Ale ja nie jestem normalna, wzięłam pustą patelnię i zaczęłam walić w nią jakimś badylem prosto nad ich głowami. Podnieśli się ekspresowo stukając się na wzajem czołami.
- Ałć…, co jest? Terroryści, naziści czy co? – Wydarł się Michael.
- Nie Cloewiści, a teraz wstawać ,bo was pozabijam patelnią. – Zaśmiałam się i wyszłam z ich pomieszczenia.
- A ty chciałabyś być tak obudzona?
- Oj uwierz mi, że Jon kiedyś mnie obudził w gorszy sposób. – Uśmiechnęłam się i poszłam do wiadra po martwą rybę, dziwne, że jeszcze nie śmierdzi ani nic w tym stylu. Weszłam do Chaza i Jona, tego pierwszego obudziłam delikatnie i kazałam mu już iść się ubrać i umyć. Wiedział, że to nie będzie zbyt przyjemna pobudka. Justin wstawił głowę do namiotu i spojrzał na mnie pytająco
- No co? Zamierzam go obudzić. - Spojrzał na zwierzynę w moim ręku i się zaśmiał – Ciszej, bo wstanie przed wcześnie.
- To poczekaj pójdę po kamerkę – (…) – Ok. Już. – Postawił urządzenie w naszą stronę i nas nagrywał.
- Jon skarbie… wstawaj. – Powiedziałam uwodzicielskim głosem prosto do jego ucha.
- Za chwilę, jeszcze pięć minut. – Przekręcił się na drugi bok, obeszłam go dookoła.
- A dasz całusa swojej rybce? – Uśmiechnął się i uformował usta w Dziubek. Przyłożyłam rybę do nich, a on ją chwycił i namiętnie zaczął ją lizać. Ja z Justinem śmialiśmy się jak jacyś ADHD’owcy. Nie dało, by się nas uciszyć, nawet gdyby, ktoś spróbował…
- OMG, takiej akcji jeszcze nigdy nie widziałem. – Powiedział Justin krztusząc się śliną.
- Powiedz, że to nagrałeś? – W między czasie dostałam w głowę z tej ryby, a JB popadł w jeszcze większy napad śmiechu i wyleciał z namiotu.
- Mam wszystko na taśmie
- Końcówkę też? – Pokiwał głową, a Jon ulotnił się nawet nie wiem kiedy. Zobaczyłam, że intensywnie szoruje zęby i wlewa całą tubkę pasty do ust, zalewając to płynem do płukania. Justin dalej chodził z kamerką i nagrywał wszystkich w pobliżu, a zwłaszcza naszego Jona, który był napalony na rybkę.
- Pożałujesz Si – Wysyczał przez zęby i wziął jedzenie do ręki.
- Mówiłam Ci kiedyś, że się odpłacę za tą TWOJĄ pobudkę? – Wypluł długi makaron prosto na moje nogi,
- Fujj…..
- A jak ją obudziłeś? – Zapytał Michael siadając na wolnym miejscu.
- Nie ważne. – Powiedziałam od razu i spaliłam buraka. – Jon, zamknij twarz, bo następnym razem będzie gorzej niż dzisiaj.
- Dobra spoko, i tak obiecywałem Ci wtedy, że nikomu o tym nie wspomnę.
Wszyscy jedli w ciszy i patrzyli się to na mnie to na Justina. Odłożyłam miseczkę na bok i zerkałam na zdjęcia w cyfrówce, które oglądał JB.
- Przestaniecie się tak na nas gapić? To jest denerwujące. – Powiedziałam i położyłam się na jakimś kocu obok nich. Nic nie odpowiedzieli.
- O której jedziemy? – Justin odłożył aparat i spojrzał na naszego szofera.
- Jakoś po obiedzie.
- Jak będziesz miał, z czego go zrobić, – Powiedziałam i przekręciłam się na brzuch.
- Co? Jedzenia już nie ma? – Zapytał Chaz.
- Wszystko wpieprzyliście pierwszego dnia, nawet moje gumy, nie Michael? – Spojrzałam na niego, a on spuścił głowę, niczym zbity pies.
- A jak już jesteś na tym temacie… to przydała Wam się moja gumka? – Zapytał Jon.
- No pewnie, szaleliśmy całą noc nic nie słyszeliście? – Zapytałam siadając po turecku. Pokręcili przecząco głową,
- Czyli JB nie jest już prawiczkiem? – Wypalił Michael,
- A był? – Zrobiłam zdziwioną minę.
- No tak, a co myślałaś, że się puszczam z pierwszą lepszą? – Odezwał się mój boy.
- Z pierwszą lepszą to nie, ale Taylor… no wiesz… mówiła…
- Że przeleciałem ją w kiblu szkolnym? Tak słyszałem te plotki.
- Czyli nie spałeś z nią, i dalej jesteś prawiczkiem?
- No tak.
- Mam chłopaka dziewicę. – Podniosłam ręce do góry, i odchyliłam głowę do tyłu. W sumie to nie wiem czy się cieszyć czy nie… Chłopak bez doświadczenia? Taka trochę dziwna sytuacja, ale szczerze to nie przeszkadza mi to.
- Eee… chłopaka? – Zapytali wszyscy jednocześnie. Pokiwaliśmy twierdząco głową i spojrzeliśmy na siebie.
- Nie wierzę. Przecież on próbuje Cię wyrwać, od kiedy Cię poznał.
- Czyli od samego początku na mnie leciałeś? – Pokręcił twierdząco głową. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolana dając całusa w policzek.
Przegadaliśmy z pół godziny, wykąpaliśmy się w jeziorze i porobiliśmy sporo zdjęć. Ostatni dzień był zdecydowanie najlepszy, bo zbliżyliśmy się wszyscy do siebie. Ale i tak wszyscy zapomnieli o najważniejszym dniu w moim życiu…
- Chodź się przejść. – Pociągnął mnie JB w stronę jeziora, odrywając od razu od moich myśli
- Ale trzeba im pomóc pakować te graty,
- Damy radę… idźcie, ale nie bądźcie za długo – Odezwała się Stell, uśmiechnęłam się do niej i zniknęliśmy z pola ich widzenia. Szliśmy trzymając się za ręce ciągle się przedrzeźniając, cieszę się, że nie wyglądamy jak taka para, która oprócz siebie nie widzi nic innego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

- Jon… nie wtrącaj się to jest twoja sprawa. – Krzyknął Justin. Spojrzałam na niego, a on pokręcił głową. Dostał kolejnego esa.
- Bo nie mam kasy na koncie cioto, a teraz idź spać. – Chyba wyłączył telefon, bo był taki charakterystyczny dźwięk. Leżeliśmy w kompletnej ciszy, a ja się niemalże gotowałam podniosłam się i rozejrzałam dookoła.
- Gdzie idziesz? – Zapytał patrząc na mnie.
- Nigdzie, ale szukam swoich spodenek, bo jest mi gorąco.
- No to możesz spać w bieliźnie, mi to nie przeszkadza.
- Jeszcze, czego, żebyś gapił się na moje gołe pośladki i obmacywał je w nocy? Gdybyś był, chociaż moim…. A nieważne.
- Czekaj? Gołe?
- Chłopie, ja nie nosze majtasów babuni… - Wywróciłam oczami.
- Nie? – Walnęłam się w czubek głowy i pokręciłam przecząco głową – Czyli jakie nosisz?
- A po co Ci to wiedzieć?
- Tak o z ciekawości.
- Weź Bimber uspokój Wacka, bo ci staje – Zakrył dłonią wybrzuszenie w majtkach i spalił buraka – Pomyśl, co by się stało gdybym w stringach z tobą spała. Pewnie byś mnie zgwałcił, świadomie czy nie to nie ważne…
- Haa…, czyli nosisz stringi. – Poruszał brwiami, a ja wywróciłam oczami.
- I co w tym jest dziwnego?
- W sumie nic, ale jesteś seksowna. – Podniósł się do pozycji siedzącej i zbliżył twarz do mojej.
- Przez moje gacie? - Otworzyłam szeroko oczy.
- Nie tylko. – Położył dłoń na mojej tali i przyciągnął do siebie.
- Ooo… moje spodenki. – Powiedziałam i odsunęłam się od niego chwytając kawałek materiału. - Masz zamiar się na mnie gapić jak się przebieram? – Pokiwał twierdząco głową wywróciłam po raz kolejny oczami przebierając się. Położyłam się i próbowałam zasnąć
- Cloe? Śpisz?
- Zależy, co chcesz.
- Pogadać.
- A o czym?
- O nas?
- No to słucham. – Odwróciłam się w jego stronę i znowu zaczął się jąkać. – Bieber.. to zaczyna być wkurzające. – Przechyliłam głowę na bok, żeby na niego nie patrzeć.
- Bo widzisz. Ja cię naprawę. – Spojrzałam na niego i po raz kolejny nie wiedział co powiedzieć.
- Czy ty się przy mnie wstydzisz? – Podparłam się na łokciu i patrzyłam na niego z góry.
-J a ten...no… Eee
- Ooo.. To słodkie. – Przytuliłam go, a on przyciągną mnie jeszcze bardziej do siebie, że teraz leżałam na nim – Justin, nie zrozum mnie źle, ale przyjaciele się tak nie ściskają… niestety. – To ostatnie dodałam bardzo cicho.
- Taa… przyjaciele… - Odsunął mnie od siebie i przekręcił na drugi bok.
- O co Ci znowu chodzi?
- O nic.
- Weź przestań, co znowu zrobiłam?
- Nic – Powiedział ochrypniętym głosem.
- Ty płaczesz?
- Nie – Podniósł rękę na wysokość swojego policka i pociągnął nosem. A jednak płacze. Oczy mi się zeszkliły, i nie wiedziałam, co powiedzieć. Położyłam się i przytuliłam do jego pleców. Lekko zadrgał, ale nic nie powiedział. Przysunęłam policzek do jego szyi. Poleciała mi jedna łza, starłam ją.
- Cloe, płaczesz?
- Nie. – Odpowiedziałam mu tak samo jak on mi. Przekręcił się w moją stronę, a ja od razu odwróciłam głowę.
- Możesz na mnie spojrzeć?
- Po co? I tak nie zależy tobie na mnie, więc się nie wysilaj, aby cokolwiek do mnie mówić.
- To nie tak…
- A jak?
- Bo widzisz… ja… uuu…
- Widzisz? Znowu się jąkasz i nie możesz przejść do sedna sprawy. Powiedz prosto z mostu, ze nic do mnie nie czujesz. Przynajmniej będę miała temat, aby napisać jakieś dołujące piosenki, a nie same szczęśliwe i wzruszające, w których ty byłeś inspiracją. – Poryczałam się i zakryłam twarz śpiworem..
- Czyli dobrze myślałem, że to co dzisiaj śpiewałaś było o mnie?
- Tak, ale co Cię to obchodzi? Nic, bo nawet nie umiesz mnie spławić.
- Ale ja nie chcę Cię spławiać.
- Wolisz, abym miała głupią nadzieję, że kiedyś będziemy razem? – Spojrzałam na niego i wytarłam mokre policzki.
- Nie. I proszę nie płacz znowu przeze mnie. To naprawdę boli.
- Ty nie wiesz, jak ja teraz się czuję. To jest jeszcze gorsze niż twój pseudo ból… – Przymknął oczy i pochylił się nade mną. Musną lekko moje usta, nie był nachalny, brutalny czy coś w tym guście. Był delikatny, jak bym była z cienkiego szkła i bał się, że może mnie uszkodzić. Leżał na mnie, dalej z przybliżonymi ustami do moich, na przynajmniej 2 milimetry. Otworzyłam oczy, które miałam przymknięte i wpatrywałam się w chłopaka. Uśmiechnął się przy moich wargach, że czułam ten jego entuzjazm, który teraz przechodził przez jego ciało.
- Przepraszam, nie powinienem. – Odsunął się od mnie i położył obok. Przekręciłam się plecami do niego i westchnęłam głośno.
- Bieber, zawsze wszystko musisz popsuć?
- Ale co? Zniszczyłem naszą przyjaźń? – Odezwał się zdezorientowany i podniósł na łokciach.
- Nie fujaro, popsułeś taką piękną chwilę.
- Czyli podobało Ci się?
- Dam Ci radę: weź kilka lekcji od Jonatana jak postępować z kobietą.
- Bardzo śmieszne. – Powiedział sarkastycznie, ponownie kładąc się na plecach.
- Justin? Dla czego w ogóle to zrobiłeś? Po to żebym się zamknęła? Żebym miała nadzieję, czy po to żebyś mógł mnie szybciej przelecieć?
- Nie chodzi mi o seks!
- A o co?
- Bo… dobra jak nie teraz to nigdy. – Odwróciłam się w jego stronę. – Bo ja się w tobie… ja cię… no wiesz… lubię Cię bardziej niż moją przyjaciółkę. Dużo, dużo bardziej…
- Czyli bujasz się we mnie? – Pokręcił twierdząco głową. Uśmiechnęłam się lekko i przymknęłam oczy. - Aż tak trudno było to powiedzieć?
- W sumie to nie. – Położył się na boku i patrzył się na moją twarz. Chwycił moją dłoń i z powrotem przekręcił się na plecy. Położyłam głowę na jego klacie. Zaczął kręcić kosmykami moich włosów i nucić coś pod nosem.
- Zaśpiewasz coś? Dla mnie. – Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam jak szczeniaczek. Westchnął i zaczął śpiewać one less lonely girl. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w teks piosenki.
- A więc? Chcesz, żeby było o jedną samotną dziewczynę mniej? – Zapytał i uniósł moją głowę zbliżając ją do siebie.
- Ja… nie wiem czy jestem gotowa na kolejny związek. Nie chcę, aby się powtórzyło to co stało się z Ryanem. – Spuściłam głowę i przegryzłam dolną wargę.. -Tak Justin, możemy spróbować. Ale obiecaj mi coś wcześniej.
- Co?
- Jeśli nam nie wyjdzie to będziemy się dalej kumplować.
- Zgoda.
- I jeszcze jedno, jak się puścisz z inną to urwę Ci te twoje klejnoty.
Przyciągnął mnie do siebie i nasze nosy stykały się ze sobą. Leżeliśmy tak w ciszy chyba z pół godziny, albo czas mi się tak dłuży przy nim.
- Pocałujesz mnie w końcu, czy mam czekać do rana? – Zaśmiał się i jedną rękę położył na moich plecach a drugą zacisnął lekko na szyi masując mój policzek kciukiem. Ja swoje dłonie wplotłam w jego włosy i nogę zarzuciłam na jego udo. Musnął lekko moje wargi, to był chyba najdelikatniejszy pocałunek, jaki kiedykolwiek przeżyłam. To jest jedyny chłopak, który nie jest nachalny i nie rzuca się na siebie jak na jakąś zwierzynę. Ziewnęłam cicho zasłaniając usta i przymykając swoje zaspane oczy.
- Może chodźmy spać. A czułości zostawmy na jutro. W końcu wieczorem jedziemy.
- Co?? Już wyjeżdżamy? Dlaczego akurat jutro? – Zrobiłam smutną minę. Kiwnął głową i przekręcił się na plecy. Podniosłam się, aby zdjąć bluzę, bo było mi strasznie gorąco i z kieszeni mi coś wyleciało.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Na początku chciałam poinformować osoby, które czytają opowiadanie, że rozdział będzie dodany *wieczorem* około godziny 21, ponieważ muszę jeszcze zrobić drobne poprawki ;d .

*Jak wam mija weekend? ; >*
U nie tak jakoś dziwnie, wczoraj cały dzień przespałam, tylko wieczorem przyszła do mnie koleżanka na noc to grałyśmy w scrable i oglądaliśmy *dom woskowych ciał*. Taki trochę dziwny film, psychiczny ...
Dzisiaj będę malować pokój ;< . Tak mi się nie chce, ale jak trzeba to trzeba. Niby pół roku temu miałam remont, ale królik mi całe ściany pogryzł, a że za tydzień przyjeżdża do mnie Francuz, na wymiane to mama stwierdziła, że pokój ma ładnie wyglądać ;d

*I piosenka, która przypadła mi do gustu*
  • awatar ` maybe .<3: ommmmmmmmm .♥
  • awatar Bitch, please ♥: @Deep in reggae <3: Malowałam, malowałam i muszę jeszcze raz malować ;c . Chyba nie mam do tego talentu .. @Inna niż wszyscy ; *: U mnie to jest co pół roku w szkole ;d .
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: U mnie też jest taki projekt chyba Comenius. Niestety ja nie biorę w nim udziału, ale do moich koleżanek przyjechały Greczynki, Niemki i Francuz.. Też na tydzień i potem one pojechały do nich ; )) + Świetna piosenka ; 3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Stałem jak jakiś idiota i wpatrywałem się w ciało anioła „Kobieta jest cudem boskim, szczególnie, jeśli ma diabła za skórą”. I właśnie to w niej uwielbiam, potrafi być słodka jak cukierek, ale również ostra jak papryczka chili, nikogo nie udaje i jest sobą. Chociaż, prawdą jest, że zmieniła się od naszej pierwszej rozmowy telefonicznej, pierwszego spotkania i pierwszej rozmowy, ale tej w Realu. Ale mi to nie przeszkadza, od kiedy spotykała się z Ryanem, chciała być bardziej dojrzała. Nie cieszyła się życiem, porzuciła to, co najbardziej kochała, a mianowicie taniec. Teraz wydaje mi się, że powraca stara Cloe, którą wszyscy kochamy. To nie znaczy, że podczas jej związku z tym chłopakiem było inaczej. Po prostu oddaliła się od nas.
Zamknąłem po cichu namiot, i rozpaliłem ognisko, aby odgonić ciemność, która wschodziła coraz bardziej. Usiadłem wygodnie na pieńku i wpatrywałem się w iskierki, tańczące nad płomieniem.
- I co powiedziała?
- Jesteście razem? – Dodał Chaz. Spuściłem głowę i oparłem łokcie o kolana, wzdychając przy tym głośno.
- No gadaj stary, bo ci przywalę w tą pustą główkę. – Podniósł się Jon i usiadł bliżej mnie.
- Nie gadałem z nią, bo spała a nie chciałem jej budzić. – Usłyszałem jak strzela kośćmi w palcach i formuje je w pięści. – Ale porozmawiam z nią jak się obudzi. – Dodałem szybko. Jak mam być pobity, to wolę, żeby zrobiła to dziewczyna, na której mi zależy.
- No to….. Możesz już powiedzieć nam prosto z mostu, że się w niej bujasz? Zawsze wykręcałeś się, żeby tylko uniknąć odpowiedzi.


Oczami Cloe
Obudziłam się zalana łzami, moja bluzka wyglądała jak ręcznik, w który wyciera się mokre ciało od razu po wyjściu z zimnego prysznica. Słyszałam głosy chłopaków i widziałam jak pali się ognisko.
- Tak, bujam się w niej. Zadowoleni? Ale i tak nic z tego nie będzie, bo jestem totalnym kretynem, bo wolałem gadać o Cloe z wami, a nie z nią samą. Teraz ryczy przeze mnie, nawet przez sen. A ja nic nie mogę zrobić… - Zatkało mnie, kompletnie nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czyli przyjaciele mnie nie olewali, tylko nie chcieli, aby wydało się, że Justin się we mnie buja. Jaka ja jestem głupia, że mogłam pomyśleć, że im na mnie nie zależy. Chwila, chwila… Justin się we mnie buja… czyli czuje to samo co ja do niego. Uśmiechnęłam się szeroko i kolejna porcja łez spłynęła mi po policzkach, tym razem ze szczęścia. Na zewnątrz panowała cisza, co jakiś czas słychać było jak łamali kawałki drewna, aby dorzucić do ognia. Przemyłam się chusteczkami nawilżonymi, przynajmniej tak utrzymam higienę. Ubrałam zwykłą białą bluzkę na ramiączkach, na to mega kolorowa bluza w stworki i czarne spodnie dresowe z żółtym i fioletowym paskiem na górze. Na nogi wsunęłam czarne trampki z żółtymi sznurówkami i rozpuściłam włosy.
Wyszłam z namiotu i wszystkie pary oczu wpatrywały się w moją osobę. Bez słowa podeszłam do samochodu, który był otwarty i wzięłam karton soku bananowego. Otworzyłam go i upiłam kilka łyków, które łagodziło ból w okolicy gardła. Odwróciłam się w stronę ogniska i oparłam się o maskę wozu, właśnie doszła Stella z Michaelem, najwidoczniej byli na jakimś spacerze. Usiadłam obok nich i patrzyłam na każdego po kolei.
- Ok…, czyli znowu chcecie o mnie pogadać. To ja już pójdę. – Podniosłam się a Justin i Jon chwycili mnie za oba nadgarstki.
- Zostań.
- Po co?
- Bo… no trochę głupio się zachowaliśmy. – Odezwała się Stella.
- Tak myślisz? – Usiadłam z powrotem i założyłam kaptur na głowę. Wszyscy przytaknęli i równocześnie powiedzieli „przepraszam, sorry, wybacz” i tym podobne. Uśmiechnęłam się i zaczęliśmy już normalnie rozmawiać, nie wypytywałam już ich, dlaczego itd. bo dobrze wiedziałam o co chodzi, ale oni o tym nie wiedzieli, że ja wiem. Stell zaproponowała znowu, aby pośpiewać. Tym razem się nie opierałam, podeszłam do dziewczyny siadając koło niej, i przejmując gitarę. Teraz siedziałam na wprost Justina, co było mi na rękę, chociaż nie chciałam, aby pomyślał, że to o nim śpiewam. No, ale to dla niego napisałam tą nutę więc czemu mam jej nie zagrać?
- Zaczniesz w końcu. – Odezwał się Michael i rzucił mnie kilkoma chrupkami kukurydzianymi, które wcześniej skleił swoją śliną w długi sznur.
- A sorki, zastanawiałam się co zaśpiewać. – Przejechałam palcami po strunach i westchnęłam cicho. Pierwsze melodie wyłaniały się z drewnianego pudła… Zaczęłam śpiewać z zamkniętymi oczami i dosyć cicho. Otworzyłam swoje powieki i spojrzałam na Justina, przy okazji się uśmiechnęłam do niego. Znowu przymknęłam oczy, wczuwając się w piosenkę. JB wstał I usiadł koło mnie teraz to palce zsunęły mi się z gitary, ale szybko znalazłam odpowiedni dźwięk
- Too .. Eee…. Stell, chodź do namiotu. – Pociągnął ją Michael za rękę i zniknęli. Justin kiwnął głową do chłopaków, aby się ulotnili, ale te cepy nie skapowały. Odchrząkną głośno i pokazał głową w stronę ich namiotu.
- Jon… - Pokręciłam głową i zachichotałam. – Jak by ci to powiedzieć, abyś zrozumiał… Eee. ULOTNIJ SIĘ!!!! – Krzyknęłam i pokazałam palcem gdzie ma iść. Prychnął tylko i poczochrał głowę Justinowi, a mi dał całusa w policzek.
- Spoko Justin, to moja kumpela. Nie odbiję Ci jej. – Zaśmiał się i zniknął w zielonym materiale.
- A ty czekasz na specjalne zaproszenie? – Bieber zwrócił się do Chaza, który gapił się na nas jak na telewizor, przeżuwając ostatnie okruszki leysów. Wystawił w naszą stronę język ze zmielonym jedzeniem i poszedł do Jona.
- Może się przejdziemy? Ściany mają uszy. – Szepnął mi do ucha, a mnie przeszły przyjemne dreszcze. Kiwnęłam głową i poszliśmy nad jezioro.
- A więc… Yyy… jak tu zacząć – Powiedział po cichu, siadając na trawie.
- Najlepiej prosto z mostu. – Usiadłam z pół metra od niego.
- Bo widzisz… Ja… ty… znaczy się… no…
- Justin?
- Hę?
- Ile miałeś dziewczyn?
- 3, ale to nie było nic poważnego no i wiesz, byłem młody…. i głupi no i młody.
- A zawsze się tak jąkałeś? – Spojrzałam na niego i spalił buraka. Najwidoczniej nie jest gotowy na „poważną” rozmowę ze mną. – Pamiętasz, że przegrałeś zakład?
- No tak… a co? – Spojrzałam na niego jednoznacznym wzrokiem i skrzyżowałam ręce – O Nieee…. Nie teraz….
- A co? Wolisz wszystkim pokazać swoje klejnoty? W dodatku teraz nie mam, czym robić zdjęć, a jutro na 100% bym zabrała aparat – Wystawiłam język w jego stronę. – No, ale skoro nie chcesz dzisiaj, to wracajmy już, bo komary gryzą – Powiedziałam i wstałam z miejsca.
- Dobra… czekaj – Westchnął głośno i zdjął bluzę i bluzkę – A mogę w bokserkach?
- Zakład to zakład. Rozbieraj się kochaniutki. – Podeszłam do niego i rozpięłam mu rozporek i zsunęłam kawałek spodni w dół. Podniosłam wzrok na jego twarz. – Coś często się czerwienisz przy mnie. – Odwróciłam się do niego plecami. – Ściągaj, nie patrzę. – A niech ma już tą prywatność, i tak pewnie przeżywa kąpiel w środku nocy w jeziorze. W dodatku nago.
- No to idę. – Nie odwracałam się do póki nie usłyszałam dźwięku wzburzonej wody. Rozejrzałam się i widziałam jak Justin pływa sobie jak gdyby nigdy nic w zimnej wodzie. – Wiesz, że to nawet przyjemne, może się dołączysz? – Krzyknął w moją stronę. Zaśmiałam się i pokręciłam głową. – No to mogę już wyjść? Bo trochę zimno jest.
- Jasne. – Odkrzyknęłam i patrzyłam jak idzie w moją stronę cały się trzęsąc. Rękoma zasłaniał swojego „małego”. Podniosłam się i zabrałam jego ciuchy
- Ej gdzie ty z tym idziesz?
- Złap mnie. – Powiedziałam i pobiegłam kawałek dalej.
- To nie sprawiedliwe, oddaj mi je.
- A co dostanę w zamian?
- Zastanowię się, no, ale daj je. Bo będę chory. – Zaśmiałam się i podeszłam do niego. Wyrwał mi ciuchy i patrzył na mnie z wkurzoną miną.
- Co zły jesteś? – Nic nie odpowiedział. – Ej Justin… no weź, nie zachowuj się jak dzieciak
- To ty się tak zachowujesz. – Powiedział wkurzonym głosem i założył spodnie.
- Jak chcesz. – Powiedziałam i odeszłam. – A miało być tak pięknie. – Szepnęłam pod nosem.
- Ej, co miało być pięknie? O co chodzi? – Prychnęłam i przyśpieszyłam kroku – Miało się coś wydarzyć w nocy? – Dobiegł do mnie i staną ł naprzeciwko mnie poruszając brwiami.
- I może powiesz mi, że nie masz kudłatych myśli?
- A co w tym jest złego?
- Nic, ale nie myśl sobie, że prześpię się z tobą. Nie mam zamiaru na razie tracić dziewictwa – Powiedziałam, a on stanął jak wryty i przez resztę drogi patrzył na mnie tak.. Dziwnie? Doszliśmy do obozu i Justin poszedł się przebrać do MOJEGO namiotu, bo znowu został wywalony. Tylko tym razem dali mu śpiwór i ciuchy.
Siedziałam tak patrząc się na żar z wypalonego już ogniska Rozejrzałam się dookoła i zaciągnęłam świeżym powietrzem, które pachniało drzewami iglastymi, mchem i aromatem z jeziora. Uśmiechnęłam się i przygasiłam do końca ognisko wodą z butelki
- Ej Cloe – Wychylił się Jon z namiotu.
- Tak?
- Podejdź tutaj. – Zrobiłam to, o co poprosił i wystawił rękę w moją stronę. – Co to jest? Bo nie widzę.
- No wiesz, Twój chłopak jest pewnie napalony na Ciebie, więc lepiej się zabezpieczcie. A i gdybyście mogli, nie wydawajcie za głośnych odgłosów rozkoszy ok? – Prychnęłam i schowałam gumkę do kieszeni bluzy.
- Nie chodzimy ze sobą. – Powiedziałam i odeszłam.
- Cooo?
- Nooo…. Głuchy jesteś czy co? Nie jesteśmy parą, przeliterować?
- Ale czemu go spławiłaś?
- Ja go nie spławiłam. A poza tym to, co Cię to obchodzi? Chłopak najwidoczniej nie chce się z nikim spotykać, a ja jestem tylko jego maskotką, którą może przytulić. Przynajmniej tak mnie traktuje – Powiedziałam i poszłam do namiotu. Justin z kimś esemesował, dziwne, że on ma tutaj zasięg a ja nie. Ej chwileczkę… przecież Stell zabierała wszystkie urządzenia XX wieku. No tak… dałam się wykiwać i tylko mnie pozbawiła kontaktu z rzeczywistością.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›